12.07.2012

Ból, straszny ból.



Ból, straszny ból. 
Po akupunkturze leżałam w gabinecie pełna oczekiwania na tą chwilę, na połączenie z naszymi nienarodzonymi. Wszystko przygotowane, pełne spokoju i miłości, pełne nadziei. Zostałam wyrwana marzeniom słysząc słowa ,,Czy była Pani operowana na macicy??? Nic mi na ten temat nie wiadomo - odpowiedziałam"  Cisza. Ból w moim ciele nie był, aż tak brutalny jak myśli, które przetaczały mi się w głowie. Co jest grane, przecież zostałam przepytana, przebadana fizycznie, genetycznie , duchowo... a tu pytanie jak uderzenie w pysk. Coraz większy ból w podbrzuszu i 10000 myśli , które biczowały mnie z każdym rwaniem w moim ciele. ,,coś blokuje dojście, nie mogę przebić się z cewnikiem przez szyjkę macicy. Siostro, proszę o Buscopan." Mam strach i ból...nieśmiało mówię , że kilka miesięcy temu nie mieliśmy takiego problemu. 
,,Proszę kaszlnąć" kaszlę i ból wyrywa mi łzy. Zaciskam jeszcze mocniej zęby. Ciocia głaszcze z jednej strony moja twarz, a pielęgniarka trzyma za rękę. Nic nie pomaga. Badanie USG wskazuje, że niby jest wszystko ok, a cewnik nie chce przejść. Już nic nie wychodzi, a nasze dzieciaczki, kilkudniowe maleństwa tkwią tam gdzieś w samotności. 
Kilka telefonów do szefa kliniki i podjecie decyzji. OPERACJA i może uda się zrobić In Vitro. Wysłuchanie co wszystko może się zdarzyć, podpisanie papierów, zapłacenie za narkozę bo kasa chorych znów  nie pokrywa i Smutek, żal, ból i strach. 

Oglądam pierwsze zdjęcia dzieciaczków i nie pytam DLACZEGO??? 

Jutro- już niedługo - jutro 



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz