29.09.2012

Boże daj mi siły bym to wytrzymała i siłę innym ofiarowała... dziś nadszedł ten dzień...



(koncert Luise)

Wracając - ledwo ciągnełam moje nogi. Ból głowy i ciało przepełnione smutkiem - straciło siły.
Po wszystkim opadłam...ale byłam dzielnie-silna. Czekając na pociąg obserwowałam uśmiechnięte buzie wracających ze szkoły dzieci. Łzy  ponownie napełniły moje oczy. Luise powinna teraz też cieszyć się taką normalnością...Nie miałam siły dalej iść. Usiadłam w kawiarence popijąjac  ból zimną wodą mineralną. Przypomniały mi się słowa z pewnej ksiażki: ,, Każdy człowiek jest bohaterem innej historii" Ile już takich historii widziałam??? Ile jeszcze w takich historiach udział bedę brała???
Smutek
Wspomnienia
Ceremonia pogrzebowa Luise była pełna muzyki, ktorą kochała. Rodzina, przyjaciele, Jej klasa, znajomi. 
Biała trumienka
Cmentarz
Grób
Przytulenie Rodziców i Rodzeństwa
Cisza, która nie jest ciszą tylko krzyczącym bólem 

Nasza kochana dziewczynka  odeszła w stronę swiatła
 

25.09.2012

Luise ((*)) ((*)) ((*))



Leżała w swoim łóżeczku. Taka maleńka, cichutka. Okryta kocykiem i miłością swoich bliskich. Laleczka z lewej strony, kwiatki,  jakiś kolorowy naszyjnik, który był pewno podarunkiem kogoś znajomego. Głaskałam Ją po twarzyczce, szeptałam do niej słowa mówiące o miłości i o więzi łączącej nasze serca. Miałam wrażenie, że śpi, że  zaraz otworzy oczęta i zobaczę Jej uśmiech za którym bardzo tęsknię. Zbierałam całą moją siłę - by nie płakać. Musiałam być silna, musiałam zdusić go w sobie , gdyż Luise Mama czekała przed Jej pokoikiem.  
Ostatni podarunek od Izy, Martina i mnie, ostatnie spojrzenie, ostatnie przytulenie...
Ból, straszny ból...
 
Słucham ostatniego Jej koncertu, w którym brała udział.
Skrzypeczki
Oklaski
Choroba
Śmierć
 

Nie powiem żegnaj... Powiem do zobaczenia...


 

24.09.2012


Telefon
Tata Luise 
Luise zmarła
brak powietrza
ból
łzy
do jutra nasza córeczka jest w domu, jeśli chce Pani z Luise się pożegnać???
Tak, będę

21.09.2012

Pewnego dnia


Tyle lat starań i czekania. Pierwsze nasze nienarodzone maleństwo zostało zarażone różyczką. Lekarzowi nawet nie wpadło do głowy  by w pierwszych tygodniach mojego błogosławieństwa przetestować moja krew by sprawdzić jakie antyciała już posiadam a jakie nie. Dopiero po poronieniu wpisał mi wyniki, które oświadczały i wyjaśniały dlaczego???  Ciąża obumarła, nasze dzieciątko odeszło a ja rzuciłam się w wir pracy i obowiązków życia. W portfelu nosiłam ostatnie USG maleństwa a w pamięci  obraz naszego rozstania. Mijały lata a z nim rosła dojrzałość do ponownej próby zostania rodzicami. Wiele miłości, nadziei i starań i ???? I nic... Zaczęła się bieganina po lekarzach, każdy mówił to samo. Brać witaminy, liczyć dni płodne i próbować. I próbowaliśmy, brałam witaminy i wylewałam po cichu łzy kiedy dostawałam swoje dni. Mijały lata, wielu lekarzy, wiele rozczarowań ale i ciągła motywacja do walki o życie naszych czekających gdzieś tam  na nas - maleństw. Klinka, kompletne przebadanie, ustawienie tarczycy, rozpoznanie braku enzymu, przez którego brać będę cale życie heparynę. Dwa podejścia do In Vitro i straty maleństw, które nosiłam w sobie. Ból, strach i obawy czy nam się kiedyś uda. Jednak nie chce się poddać, nie chce zaprzestać. Dopóki będę miała siły będę walczyć o naszą wspólną przyszłość. 

Kiedy dusza jest przepełniona bólem, szukaj w sobie tej odrobiny radości. Pielęgnuj to dobre uczucie  które rozjaśniać będzie te ciemne chwile. Pewnego dnia budząc się zauważysz światło ponownej nadziei na lepsze jutro

18.09.2012

Buntuję się z bólu


Nie mogę oddychać, tak bardzo boli...łzy ciekną po policzkach i rozdrażniają mnie jeszcze bardziej. Chcę krzyczeć i wyzywać tą największą miłość wszechświata. Nie pytam Dlaczego??? Bo i tak się nie dowiem. Nie potrafię przyjąć śmierci maluszków z pokorą, nie potrafię... nie potrafię się poddać, by nie walczyć o to szczęście, ale również nie potrafię nie czuć - by móc dalej funkcjonować. Wiem, że jakoś to będzie...ale ja tego nie chcę!!!!!!!! Buntuję się z bólu. Uderzam w przestrzeń niewiadomej. Może mnie Bóg usłyszy??? - jeśli łaskawie znajdzie dla mnie czas. Kiedyś mi mówiono o nim....ja uwierzyłam, że mnie odczuje...teraz wiem, że czuje, ale nie naszą wspólną miłością, tylko swoją bożą filozofią. 

Moje oczy zamykają się pod ciężarem łez. Wiem, że będę dalej walczyć, jakoś uzbieram kolejne pieniądze, jakoś uzbieram siły, jakoś ujarzmię żal i schowam ból w blizny mego serca.

Będę musiała uczyć się na nowo miłości do świata mego i Jego. 

 kocham


 wybacz , moja wiara umyka

16.09.2012

Ból



Od piątku zaczęłam plamić. Strach zapanował nad spokojem i nadzieją, że tym razem się uda.
 Ból jest niesamowity...nie potrafię na dzień dzisiejszy wierzyć, że maleństwa przeżyją. Jutro pobranie krwi i odpowiedz na moje zapytanie. Nadal biorę leki, witaminy, heparynę.
Tak bardzo się boję

Dziś kulę się w sobie by wyć z żalu

10.09.2012

Dla naszych maluszków


Gapię się w plakat wiszący w Laboratorium. Nie mogę oderwać myśli, że może tym razem nam się uda. Czekam na pobranie krwi i zastrzyk podtrzymujący. Moje serce bardzo pragnie tego  nowego we mnie życia. Jutro kolejna akupunktura a 17-stego wizyta w klinice. Zapisałam się na forum ,,babyboom" Jakoś razem lżej.
Dziękuję Wam kobietki za ciepłe przyjęcie :)))
Czas jakoś stanął w miejscu. Wypoczywam, przeglądam ciekawe artykuły , dokańczam moje paćkanie olejnymi i słucham muzyki, która mnie wycisza.
Od blogerki Karoliny, która walczy z ciężką chorobą - przeczytałam na Jej blogu, że :
,, W ciąży słuchałam fagotu, podobno najlepiej dochodził do brzucha, dziś też puszczę mojej wątrobie." 

Tak i ja puszczam ją swoim maleńkim zarodkom może ją usłyszą i moje szybsze bicie serca

06.09.2012

Czekam



Filmik z bloga  http://thalassobainbebe.blogspot.de/2012/08/hi-everyone-moms-and-dads-i-welcome-you.html?spref=fb

Mimo strachu, robię wszystko by zmniejszyć ryzyko. Pozwoliłam sobie na urlop, chodzę na akupunkturę, biorę leki i wstrzykuje heparynę. Unikam stresów i nieprzyjemnych sytuacji. Oddaliłam się od mojej codzienności - bycia, pomocy dla innych. Przybliżając moja miłość do istotek, które nosze w sobie. Jutro pobranie krwi by sprawdzić stan mojej upragnionej ciąży. 
Jeszcze jest za wcześnie...zamykam oczy i nie chce nic słyszeć, nic widzieć oprócz naszego wspólnego bicia serca.

04.09.2012

Razem



Byłam :))) Wszystko poszło bez problematycznie. Doktorek zrobił swoja robotę brawurowo. Dotknął brzusia mówiąc ,, ciepło się tam trzymajcie"
Dzidziusie podrosły, a co najważniejsze przeżyły ten cały ,,kogel mogel" Laborantka oświadczyła ,,są piękne, zdrowe i aktywne" Nadal biorę tarczycowe, witaminy, hormon Utrogestan i wstrzykuje Heparynę. Nakaz lekarzy :))
 I tak maleństwa są w moim brzusiu. Uśmiecham się do świata, do mojego ukochanego mężusia, do rodzinki, do przyjaciół i do blogerki-Weroniki, która właśnie oczekuje swojego maleństwa.
Nie wiem co będzie ,,Jutro" ale wiem, ze właśnie ,,Dziś" ma dla mnie potężne znaczenie. Mam strach spoglądać w przyszłość, ale nie mam strachu być szczęśliwą. 

Moje maleństwa są we mnie a ja chce je otaczać miłością pokonującą wszystkie problemy świata

Kochani Bardzo Wam Dziękuję za bycie ze mną. Trzymajcie nadal kciukaski by nam się udało



03.09.2012

Dziś nasz dzień


Ruszam w drogę :))) Dziś nasz dzień. Trzymajcie proszę kciukaski by wszystko się udało. Jestem pełna miłości. Oby maleństwa przeżyły.