21.09.2012

Pewnego dnia


Tyle lat starań i czekania. Pierwsze nasze nienarodzone maleństwo zostało zarażone różyczką. Lekarzowi nawet nie wpadło do głowy  by w pierwszych tygodniach mojego błogosławieństwa przetestować moja krew by sprawdzić jakie antyciała już posiadam a jakie nie. Dopiero po poronieniu wpisał mi wyniki, które oświadczały i wyjaśniały dlaczego???  Ciąża obumarła, nasze dzieciątko odeszło a ja rzuciłam się w wir pracy i obowiązków życia. W portfelu nosiłam ostatnie USG maleństwa a w pamięci  obraz naszego rozstania. Mijały lata a z nim rosła dojrzałość do ponownej próby zostania rodzicami. Wiele miłości, nadziei i starań i ???? I nic... Zaczęła się bieganina po lekarzach, każdy mówił to samo. Brać witaminy, liczyć dni płodne i próbować. I próbowaliśmy, brałam witaminy i wylewałam po cichu łzy kiedy dostawałam swoje dni. Mijały lata, wielu lekarzy, wiele rozczarowań ale i ciągła motywacja do walki o życie naszych czekających gdzieś tam  na nas - maleństw. Klinka, kompletne przebadanie, ustawienie tarczycy, rozpoznanie braku enzymu, przez którego brać będę cale życie heparynę. Dwa podejścia do In Vitro i straty maleństw, które nosiłam w sobie. Ból, strach i obawy czy nam się kiedyś uda. Jednak nie chce się poddać, nie chce zaprzestać. Dopóki będę miała siły będę walczyć o naszą wspólną przyszłość. 

Kiedy dusza jest przepełniona bólem, szukaj w sobie tej odrobiny radości. Pielęgnuj to dobre uczucie  które rozjaśniać będzie te ciemne chwile. Pewnego dnia budząc się zauważysz światło ponownej nadziei na lepsze jutro

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz