31.12.2012

2012-2013


z fb.
Oto kilka zasad, które trzeba zastosować ostatniego dnia roku, aby Nowy Rok był pomyślny:
. w sylwestra nie robimy dużych, gruntownych porządków, nie  zamiatamy, żeby nie wymieść szczęścia z domu,
  • staramy się oddać wszystkie długi, pospłacać zaległe rachunki, uregulować zobowiązania, żeby nie ciągnęły się za nami i nie mnożyły się w nowym roku,
  • nasza lodówka powinna być pełna, żeby w nowym roku nie dopadła nas bieda,
  • rankiem w sylwestra i Nowy Rok dobrze jest umyć twarz zimną wodą, żeby cieszyć się dobrym zdrowiem,
  • jeśli w sylwestra jako pierwszy próg naszego domu przekroczy mężczyzna, zapowiada to pomyślny rok. Warto więc pomóc szczęściu i poprosić np. sąsiada o pomoc,
  • przed wyjściem na zabawę sylwestrową wkładamy do portfela łuski z wigilijnego karpia, koniecznie nieparzystą ilość, żeby zapewnić sobie stabilne finanse w nowym roku,
  • wybierając kreację na sylwestra warto uwzględnić nową bieliznę, którą wkładamy na siebie koniecznie z metką, żeby być urodziwym i błyszczeć w nadchodzącym roku,
  • po toaście noworocznym obserwujemy bąbelki szampana w kieliszku. Jeżeli są duże i intensywne, zapowiadają ciekawy, dobry rok, pełen nowych znajomości i wrażeń. W tym przypadku też można pomóc szczęściu i do kieliszka wsypać odrobinkę cukru. Wtedy bąbelki długo będą unosiły się do góry,
  • zaraz po północy dobrze jest nakręcić zegary, aby zapewnić sobie pomyślność w nowym roku.
Kochani życzę Wam
 Miłości
Zdrowia
i szczerych przyjaźni

Bawcie się, hulajcie i radujcie

z fb

Do 2013 raku 

PODSUMOWANIE


 Szaro-czerwona, okrągła twarz z podkrążonymi oczami i wciąż rosnąca waga towarzyszy mi już od wielu miesięcy. Już teraz 73 kilowe ciało nasiąknięte lekami, pełne smutku, tęsknoty - pokonuje moją codzienność. 
Jestem jak zaczarowana w negatywnym słowa znaczeniu. Czuję strach i żal i dławienie własnej miłości. Pierwszą ciąże poroniłam 15 lat temu, teraz w marcu następną. Nadal walczę nie tylko wspomnieniem, nie tylko tęsknotą lecz miłością silniejszą niż wszystkie bóle świata. Zawsze pragnęłam mieć rodzinę, dużo dzieci i zwierzaki. Dziś jesteśmy my i nasze marzenia by zostać rodzicami. Jestem z moją wielką miłością od tylu lat. Zakochaliśmy się w sobie, gdy byliśmy jeszcze słodkimi gówniarzami. Mieliśmy skończone 15 lat i wszystko dla nas stało otworem. Miłość :))) gdyby nie ona, nie podołalibyśmy temu wszystkiemu...
Myśli krążą przy negatywnej frustracji. Tęsknota za naszym nienarodzonym i komóreczkami, które utraciłam jest przeolbrzymia. Ja tu...a one uśpione gdzieś tam w niebiosach. Te, które przeżyły w laboratoryjnym beciku naszej miłości i nadziei.
Po pierwszej utraconej ciąży ( zarażenie różyczką ) przestałam funkcjonować, gdyż strata nienarodzonych jest tak duża i bolesna, że dla mnie naturalne zajście w ciążę jest już kategorią cudu, w który przestałam wierzyć. In vitro to jedyna szansa dla mnie bycia mamą.
Kocham moje nienarodzone dzieciaczki, kocham myśl, że kiedyś będę mogła być mamą.. Droga do szczęścia nie jest łatwa, ale JEST- jeśli się do niej dąży.
Po śmierci dziecka =płodu = embrionu - nic nie jest już takie same. Pozostały zamknięte uczucia na wieki. Nie dane mi było naszych nienarodzonych przytulić, ale dane mi jest Je zawsze kochać.
Nikt już nie zapyta, nie wspomni, a jeśli poruszę temat to ,,Patrz w przyszłość, będzie dobrze" - mówią. A ja patrzę w niebo, gdzieś tam pełna tęsknoty i miłości, gdzie spotykam myślami chwile i niemy krzyk mojego serca. Nadal walczę nie tylko wspomnieniem, nie tylko tęsknotą lecz miłością silniejszą niż wszystkie bóle świata.
Moje życie dzieliłam i nadal dzielę w imię ratowania innego życia. Chciałam im pomóc odnaleźć sens życia... życia siły i możliwości. Pomagałam sercem, czynem i zaangażowaniem w pełni świadoma konsekwencji.
Kochałam to co robiłam, kochałam tych ludzi i moją siłę wiary, nadziei i miłości.
Chętnie oddawałam mój czas, moje pieniądze, moje życie. Pokonywałam góry lodowe, granice między problemami jakie blokowały tych ludzi do dalszej walki o ich przyszłość.
Umiałam zadziałać, załatwić, odszukać, przybliżyć możliwości i wewnętrzny spokój, który był, który jest niezbędny, by dalej móc funkcjonować i działać.BYŁAM !!! To właściwe słowo, które pasuje do mnie jak ulał. Byłam, aż do dnia... gdy poznałam ciemność, śmierć moich nienarodzonych i natarczywość ewolucji tych, którzy dostrzec mnie nie chcieli jako człowieka...
Teraz sama potrzebuje pomocy. Śmierć moich nienarodzonych wyrwało część mojego serca. Walczyłam i nadal walczę o życia osób na mojej drodze mi spotkanych. Dziś przyszło mi również walczyć o przyszłość moich nienarodzonych dzieci.
Jesteśmy zdrowi i tak naprawdę nie ma niby żadnych przeszkód byśmy zostali rodzicami. Pierwsze 10 lat walki kazano brać witaminy, żyć bez stresu, potem wiek. A teraz przyplątał się kolejny cios. Od kliku lat pojawiły się u mnie na macicy 2 Myome ( niezłośliwe guzki)
Jeszcze miesiąc temu były sobie i nie przeszkadzały w mojej walce. Po dzisiejszym badaniu jeden z nich bardzo mocno się powiększył. ( hormony) I trzeba coś z tym zrobić, bo to ,,diabelstwo" może zagrozić w ukrwieniu mojej macicy, kości miednicy i jajników. Brak dobrego ukrwienia powoduje, że śluz w macicy może być źle wydzielany, a to oznacza, że bąbelek wprowadzony do mojego brzusia nie będzie mógł się zagnieździć. I tak zaczęła się następna walka i rozłąka z naszymi Śnieżynkami, których nie mogłam przyjąć przy poprzednio zaplanowanym In Vitro. Jest ciężko uciec przed strachem kolejnej straty i bólu. Towarzysząca aura śmierci pojawia się z momentem poczęcia. To takie proste i oczywiste, a jednak??? Często nie przyjmuję do wiadomości, że to ,,za chwilę" przemienić się może w ,, niedoczekanie ". Śmierć naszych nienarodzonych nie zwala nikogo z nóg. Nie wyrywa serc, nie wyciska łez. Nikt nas nie podnosi ze smutku, który coraz częściej nas przytłacza. Po ostatnim poronieniu, usłyszałam sztyletowe słowa:
- ,,Znowu????"
Oświadczeniem chęci walki podjęcia następnej próby słyszę
-,, daj spokój, już nieeee, zaakceptuj, że nie idzie "
Zamieram
Jeszcze tyle miesiące czekania, a potem wielki strach o nasze maleństwa czy przeżyją, czy staną się naszymi narodzonymi dziećmi. Łykając leki godzę się na wszystkie skutki uboczne...chcę wierzyć, że dzięki nadziei jaką daje nam metoda In Vitro, tym razem się uda. Mimo tego strachu, smutku, bólu i żalu będę po życie naszych kruszynek nawet pełzła.
Kiedy mam chwile zwątpienia przytulam się do mężusia.
-Kochanie tak jeszcze daleko? - pytam. Ciekawe co robią nasze maleństwa w laboratoryjnym łóżeczku?
- Chrapią słodko kochanie.
Wtedy wtulamy się jeszcze intensywniej...
Uśmiecham się na całego i wiem, że się nie poddam.

Zaczynam ponownie oddychać.

Wiarą, nadzieją jaka daje nam medycyna i siła miłości.

30.12.2012

Bólem duszy


Miłość.  
Serce wyrywa z utęsknienia. Gdyby nie miłość byłaby może obojętność, nienawiść, beznadzieja. 
Kruchość chwili i siła oddechu wzniosłości i uczucia. Dążenie do kochania, pokochania, zakochania. 
Ból, strach, drżenie, upadek.
Oddycham i szukam opanowanego przejścia przez to wszystko. Ból i złość jest czasami silniejsza, szybsza o krok, niż zaakceptowanie tego co musi się zdarzyć. Walczę o każdy uśmiech, walczę o każdy moment, który jest wyrocznią bycia gdzieś indziej, gdzieś po za tym wszystkim zwariowanym, szalonym, bolesnym. Nie umiem być teraz miła, dobra dla siebie. To coś,  przeszywa moje serce. Łzy kapią bólem duszy, która tak wierzyła, ufała. Boże, gdzieś ukrył swój uśmiech, gdzieś schował swoją potęgę dobroci ????? Pokazujesz mi drogę nadziei i wiary, a potem kierujesz na skalistą górę, bez odpowiedzi. Tyle razy padałam na kolana. Płacząc, szukałam Ciebie między odrobinami mego człowieczeństwa.  
Tyś jest wieki, miłościwy...Tyś jesteś N-A-J
Cisza, której nie ma - oddala mnie w zamyślenie. Szukam sensu tego wszystkiego. Szukam oparcia i energii by uwierzyć w to co Ty wierzysz, lub od nas, ode mnie oczekujesz. Walczę o każdy uśmiech, o każdą chwilę dobra. Dodaj nam sił, dodaj nam wytrwałości. Zamykam  oczy. Szukam Ciebie i Twojej dobroci. Wsłuchuję się w bicie mego życia i życia moich uśpionych nienarodzonych.  
Jesteś, kochasz, widzisz. 
Czy poprowadzisz???

27.12.2012

"Uścisk Nadziei"




To zdjęcie weszło do obiegu w listopadzie 1999 roku. Powinno nazywać się  "Zdjęciem Roku"  jeszcze lepiej "zdjęciem stulecia". To jest zdjęcie z 21-tygodniowym  nienarodzonym jeszcze dzieckiem o imieniu Samuel Alexander Armas operowanego przez chirurga o nazwisku Joseph Bruner. Dziecku postawiono  diagnozę "rozszczep kręgosłupa" (otwarty kręgosłupa) ,które  nie miało szans na przeżycie. Matka małego Samuela jest pielęgniarką w Atlancie. Wiedziała o niezwykłych metodach chirurgicznych  na dzieciach w łonie matki robione przez doktora Brunera z Vanderbilt University Medical Center w Nashville. Podczas zabiegu lekarz usunął macicę, poprzez cesarskie cięcie i zrobił  ​​małe nacięcie by operować dziecko. Kiedy Dr Bruner skończył operację małego Samuela, Samuel wyciągnął  małą, ale już w pełni rozwiniętą rękę, przez mały otwór w macicy i chwycił doktora palec. Dr.Bruner później powiedział, że w chwili, gdy dziecko uchwyciło jego palec, był to najbardziej wzruszający moment w jego życiu.Fotograf uchwycił ten niesamowity moment i nazwał obraz "Uścisk Nadziei." Tekst, który został napisany do zdjęcia: "malutka ręka 21-tygodniowego płodu - Samuela Alexander Armas wydostająca się przez łono matki, chwytająca palec chirurga dr Joseph Bruner, jakby chciało podziękować lekarzowi za dar życia ".Matka małego Samuela powiedziała, że spoglądając na to zdjęcie za każdym razem ​​płakała. Powiedziała również, że "Ten obraz uświadamia, że ​​ciąża nie jest niedyspozycją  lub chorobą, tu mówi się  o małym człowieku." 
                  Samuel urodził się zdrowy (12.02.1999), 
                                operacja w 100% skuteczna.
 
 Teraz spójrz proszę na to zdjęcie ponownie
 uśmiechnij się
i odczuj, jak życie jest niesamowite

25.12.2012

NASZE MALEŃSTWO


PRZYTULAM SIĘ DO NASZEGO NIENARODZONEGO MALEŃSTWA. 
Dziś miałoby naście lat.
Kocham Ciebie kochanie nasze. Jesteś gdzieś w moim życiu...taki daleki a zarazem najbliższy.
KOCHAM, po prostu tak zwyczajnie kocham...

24.12.2012

Dla Nieobecnych

Kochani życzę Wam przede wszystkim spokoju w te święta, ogromu miłości i uśmiechu, abyście spędzili ten czas wyjątkowo Z całego rustykalnego serducha życzę Wam Wesołych Świąt Bożego  Narodzenia!!!Dla Wszystkich nieobecnych, dla naszych bliskich i dalekich. Niech wspomnienia będą pełne miłości i ciepła. Wtedy i tylko wtedy śmierć nie rozłączy tego co życie dobra nam ofiarowało. 

Wkroczmy


Inspiracji i radości ze świątecznych spotkań z najbliższymi i wszystkiego najlepszego w Nowym roku 2013 życzę Wam kochani.
Do moich życzeń dołączam słowa mojej przyjaciółki Izy, która walczyła i wygrała ze złośliwym śmierdzielem. Dawano Jej tylko 3 miesiące życia. Walczyła a z nią również inni. Dziś jest zdrowa i...
Proszę przeczytajcie sami.
,,Jako zdrowi ludzie CZASAMI zastanawiamy się nad swoim życiem.W pędzie dzisiejszego Świata zapominamy o najistotniejszym, o samym najważniejszym i najczystszym z uczuć. Każdy Je poznał na swój sposób, zna Jego siłę i możliwości, każdy nawet posiada To w sobie, jakkolwiek byśmy zaprzeczali że istnieje i przeklinali na różne sposoby, to i tak wszyscy Jej pragną i potrzebują, a w dodatku każdemu się należy. Więc bez łaski! :)
Niekiedy gubimy Jego sens, lub postrzegamy bardzo powierzchownie, a przecież to właśnie TO napędza cały Świat i ich mieszkańców.
Tak moi drodzy, chodzi tu o miłość. Co za banał nieprawdaż?
Jak Ją okazać, by to co chcemy przekazać tym na którym nam zależy nie postrzegali TO jako nieistotne w ich codziennych zmartwieniach i natłoku zajęć?
Zbliżają się Święta, te duże i te małe... czas na zadumę, wyższe wartości... czas biegania po sklepach za tym czymś, co niby ma być odpowiednikiem wyższego z uczuć.
No i super!
W tym wszystkim co My jako jednodniowi „Mikołajowie“ możemy wnieść w życie tych młodych ludzi, którzy tylko czekają na ciepłe słowo, na gest który pozwoli im dalej marzyć i wierzyć? Którzy tak jak My wszyscy potrzebują miłości, potrzebują zdrowia i siły?
Czy dla Nich i dla Ich uśmiechu jesteśmy w stanie przyodziać „kostium“ choć na 1 dzień?
A może nie potrzeba w ogóle Świąt by zostać takim „Mikołajem“?
„Życie może być fenomenalne, i powinno takie być“ nawet dla tych co uważają to za mało już możliwe. My jesteśmy w stanie tym pokierować, a to dość niesamowite nieprawdaż? "

z fb

Spełnienia marzeń
wraz z miłością wiarą i nadzieją
wkroczmy

z fb

w nowy 2013 rok

23.12.2012

Dzień przed

źródło zdjęcia nieznane
Przygotowania świąteczne trwają. Od rana przy garach : )) Jutro ten piękny dzień, dla mnie kolejna rocznica tragedii mojego życia. Ech... i tak nic nie zmienię...będę tylko starać się nie  rozmazać we własnym smutku i tęsknocie.

źródło zdjęcia z FB
Kochani, zapraszamy Was do głosowania w ankiecie z linku. Wiemy, że przeciwnicy in vitro zwierają szeregi nawołują masowo do oddawania głosów przeciwko in vitro. Pokażmy gdzie jest rozum i siła :) To tylko dwa kliki :) 
 

22.12.2012

Dwa sny jednego serca


Dzwonię do mamy śp. Luise. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Taka pogawędka, w której wyczuwalna jest symfonia smutku. Nie wiem co robić, jak ukoić ból, jak podarować radość.
- Śniła mi się Luise- mówię
- Jak???
- Była u mnie uśmiechnięta, szczęśliwa grająca mi swoją muzykę na swoich skrzypeczkach
Cisza, długa brutalna cisza a potem łzy , które walą mnie w twarz i karzą za moją głupotę.
Po chwili słyszę
- Mi  też się śniła - mówi Luise mama. - była u mnie uśmiechnięta i szczęśliwa. Mówiła do mnie ,,nie smuć się mamo jest mi tu dobrze, bądź szczęśliwa"... i grała piękną melodyjkę swoimi skrzypeczkami.
Ciary przeszły mnie na wylot.

Chcę wierzyć, że to prawda, że tam gdzieś istnieje piękny, dobry świat

21.12.2012

I tak trzeba

z fb

Paczki wysłane, prezenty spakowane. Upiec i ugotować jeszcze trzeba.


Dzisiejszy  koniec świata  zaczął się stwierdzeniem

z fb




I tak  trzeba dalej borykać się z problemami 
wierzyć, że tym razem się uda


Prawie miesiąc czasu biorę leki na niezłośliwego. Mam nadzieję, że dziad zdycha.

A ja kocham
WIERZĘ, chcę wierzyć, że już wkrótce przyjmę nasze maleństwa


20.12.2012

,,Życz, a będzie ci życzone"




Narobiłam się. Wszystko boli, do tego przyplątało się jakieś zapalenie nerwu, które utrudnia mi oddychanie. Ciężko mi z nadwagą. Ze sportsmenki przemieniłam się w pulchną bułeczkę. A co mi tam. Nawet dobry aktor wie, że rola wymaga poświęceń. Niektóre gwiazdy poddają się naprawdę radykalnym metamorfozom. I zmieniają się nie do poznania! A ja jako przyszła mama przygotowuję się do mojej najpiękniejszej roli świata. 

przed hormonami
 
Przeprowadzka w toku. Wysprzedaje nasze rzeczy by uzbierać na następne In Vitro. Nasze maluszki czekają, kasa nie może tu być  przeszkodą. Sprzedam co mam by nie zaprzepaścić żadnej z szans. Kiedy widzę maleństwa i ciąże innych kobiet, uśmiecha się moja dusza. ,,Życz , a będzie ci życzone"- tak się stanie gdy płynie to szczerze z serca.

Kochani czy widzieliście już kalendarz z dziećmi z in vitro i adoptowanymi brzdącami???? Temat :,,Nasze dzieci nie mają licznych odnóży, nie są z twarzami przestępców"

Link poniżej :

http://metromsn.gazeta.pl/Lifestyle/56,127257,13043339,Nasze_dzieci_nie_maja_licznych_odnozy__nie_sa_z_twarzami.html



Śpijcie słodko :))) 

18.12.2012

Następna generacja




Kuzyna maleństwo rośnie:))

Bał mi się powiedzieć, że oczekują swojego szczęścia. Spojrzałam mu głęboko w oczy i już wiedział, że niepotrzebnie się obawiał. Opowiadał długo, radośnie , a ja słuchałam  jak zaczarowana.

Chcę



Po-Piep-Rzone- wszystko.
Raz szczęśliwa, raz zdołowana.
Mam strach, że nigdy nam się nie uda.
Chcę go wyeliminować
Chcę sie go pozbyc
Chcę
Tylko jakoś tak w życiu bywa, że tego czego się mocno chce, tak naprawdę nie zdarza się.

Moje kochane ŚNIEŻYNKI...tak bardzo tęsknię


16.12.2012

Pomyśl, zmiany zachodzą w głowach, sercach i w czynach



















Przyjaźń jest jednym z najpiękniejszych doświadczeń, jakie mogą spotkać człowieka

(źródło zdjęcia nieznane)
Był to dzień niezwykle normalny. Jak zwykle wyruszyłam do Hospicjum, by pogaworzyć z człowiekiem, którego spotkaliśmy kiedyś na naszej drodze życia. To właśnie o nim mówiono, że  swoje dni ma policzone. Jego siła wiary na przeżycie, była bardzo głęboka i czysta. Wierzył, że ma jeszcze czas, że najpierw jego mama będzie musiała odejść a potem, gdy pozałatwia wszystkie swoje sprawy, przyjdzie czas na niego, na odejście w krainę łagodności i wiecznej miłości. Takie rozmowy o śmierci, o życiu  towarzyszyły naszym spotkaniom. Snuliśmy plany i wymienialiśmy się odczuciami jak po przeczytaniu dobrej książki, którą należy omówić. Doszłam do Hospicjum. Stojąc pod jego murami, zobaczyłam znaną mi postać. Znaną, ale jakże innąa. Wchodząc do Jego pokoju - nie odwrócił się, nie uśmiechnął się jak zawsze. Wciąż wypatrywał ze smutkiem tak bolesnym, że nie wiedząc o co chodzi, chciałam wyć z bólu, który od F odczuwałam. Stał w czapce i rękawiczkach  ze złamanym sercem. Rozmawialiśmy długo - o przyjaźni i niedotrzymanych obietnicach, o miłości, strachu i nadziei. 
Następnego dnia stracił wzrok. Ból nasilał się nieustannie. Pojechaliśmy do Hospicjum. Siedział nago, uderzając we wszystko i wszystkich. Krzyk i przerażenie na twarzach innych. Strach i agresywność u F. Wzięliśmy go za rękę. Bez słów przytulił czoło do naszych głów. Poprosiłam o leki. Dostał morfium, które tym razem zadziałało. Byliśmy przy nim w ciszy. Tak przytuleni czołami. On nagi, ale jakże silny i wyrozumiały. My - tacy malutcy i nadzy - mimo ubrań i energii życia, którą czuć było na odległość.
 
Godziny mijały...
 
Kilka dni później umarł...

Zadzwonił jego przyjaciel...już po pogrzebie...gdybym wtedy przyszedł...????

15.12.2012

Chwilo trwaj

Porządkuję gniazdko. Ścierka, woda i przepiękna pogoda. Nie czuć dziś zimy, pachnie wiosną. Nawet ptaki inaczej śpiewają. Umyte okna, uśmiech na twarzy i w sercu nowa nadzieja i wiara. Wygłupiam się z psami i mężusiem. 
Dobrze jest. U Majeczki wiosna, u Sylwii znaleziona terapia w Paryżu, a u mnie przyjaźń otwarła nowe możliwości  na zostanie mamą. Jeśli się tym razem znów nie uda, to wiem gdzie pójść i co dalej robić. Taki awaryjny plan ,,B", który daje otuchę i energię w walce o życie naszych maleństw. Chwilo trwaj, chcę trwać w tym wiosennym uśmiechu dnia. 
 ,,Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zwykle opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje" Kłopotów mam sporo, a więc ???? 
Gęba uśmiechnięta od ucha do ucha.

14.12.2012

Jutro będzie lepiej???

Smutna,może sen ukoi moje samopoczucie a jutro?? Nowy dzień, który przybliża mnie do moich maluszków.  


Nadal trzymam kciukaski za Majeczkę





 

13.12.2012

Gdzie okiem nie sięgnąć



Ciąże gdzie okiem nie sięgnąć. Jedne drogą przypadku, inne z planowania. Inne ze zdrady i ponownego połączenia z mężem w imię ratowania resztek czegoś. Słucham opowieści moich znajomych i nie dociera do mnie tak naprawdę z ich opowieści nic. Słyszę , ale tylko uchem - sercem wędruję do naszych  Śnieżynek pragnąc je tak mocno przytulić, ukochać, ucałować. 
- Masz ogień??? wyrywa mnie głos ciężarnej
- palisz???
- No wiesz ten stres - odpowiada
Warczę...
Dotykam jej brzucha
Czując dym zapalonego papierosa, kurczę się w sobie.
Maluję serce na śniegu dla naszych maleństw.
Zaczynam ponownie oddychać.












10.12.2012

Gdy na rozstaju



Gdzieś w przestrzeni między skrawkiem nadziei a iluzją bytu, wyruszyłam w świat tylko mi znany. Szukając - nie odnalazłam spokoju. Uderzyłam w bezradność spłoszonego ptaka, który trzepocze wplątany w sieć wczorajszego nieistnienia. Jak rozwinąć skrzydła wolności??? Jak wzbić się w życie, gdy świat pełen zwariowanych poglądów paraliżuje i zakazuje podnieść się z fałszywych cech istnienia??? Tak bardzo bym chciała iść drogą, która prowadzi ku dobru...tak bardzo bym chciała nie marnować czasu? Tak bardzo chciałabym oddychać spokojem dnia. Spotykam pełzające obietnice. To one otaczają mnie smutkiem i niezrozumieniem. DLACZEGO??? Dlaczego wielu z nas nie potrafi dotrzymać słowa??? To tak jak walka z wiatrakami Don Kichota. Zaczynasz wierzyć by ponownie wpaść w otchłań zranionego serce. Co się stanie, gdy zaprzestanę??? Gdy na rozstaju mojej wędrówki poddam moje talenty i kuląc się z bólu przestanę wierzyć??????? 
Kiedyś napisałam...

 Wtulam twarz w zapach dzieciństwa
  Gdzie nieobecność świta
Dymiącym papierosem
Wśród obrazów wiszących
Moja babka przesuwa koraliki lat
Wznosząc ciche
Łkające szepty...
Zapalają się świece
I wspomnienia czasu
A moje oczy smutne
Patrzą na te same obrazy
Nie mogąc odnaleźć szeleszczących godzin
I tak wszystko zastygło
Oprócz bólu kutego miłością
Gdzie łzy jak iskry
Parzą Aniołowe skrzydła
A grajek snu
Zapomniał o muzyce
Wyciszającej wszystko

09.12.2012

Łącze się w bólu

 W każdą drugą niedziele grudnia na całym świecie,rodzice dzieci,które już odeszły zbierają się o godz 19:00 by zapalić świeczkę w imię pamięci swojego dziecka i wszystkich innych dzieci,których już nie ma w śród nas.  Łącze się w bólu, smutku i tęsknocie z wszystkimi rodzicami świata, którzy utracili swój kawałek serca.

NIE MOGĘ WAS UCAŁOWAĆ, ALE ZAWSZE KOCHAĆ


Uczę się nowej drogi

 Biorę te swoje leki i z godnością akceptuję wszystkie skutki uboczne. Kiedy odpowiadam na pytania innych dlaczego ,,to" lub ,,tamto"  patrzą na mnie z politowaniem a niektórzy traktują jak bohatera. Obecny mój świat to hormony i walka z Niezłośliwym- po to tylko, by zwiększyć szanse na przyjęcie naszych zarodeczków.  Trzymam się tej miłości, trzymam się tak mocno, że nie przerażają mnie głupie gadania i prymitywne myślenia. Straciłam pracę, znajomych, pieniądze i  naiwną  pewność, że się w 100 % uda. Teraz poskromiona przez ból, smutek i tęsknotę uczę się nowej drogi. Wiem, że nie musi się udać, wiem, że może być jeszcze gorzej. A jednak.. Walczę, bo jeśli nie spróbuję to nigdy nie poczuję miłości silniejszej niż moje życie.

 Kochamy Was nasze Okruszki, walczcie o naszą miłość, tak jak mamusia z tatusiem o nią dla was walczy.

07.12.2012

Na raki, sraki, eksmisjaki, niezagnieżdżaki - Anioł

Wszystko jakieś ( na mój gust ) powolne i niezakończone. Tak bardzo chciałabym by u moich blogowiczów raki, sraki, eksmisjaki popadały. A kobietkom z forum babyboom dzieciaczki się po zagnieżdżały. Bardzo chciałabym by mamom walczącym o swoje maluszki się udało a Weronice już nic nie doskwierało. Marzę, wierzę bo wiem, że jest to możliwe, gdyż wiele osób poznałam, którym śmierć po piętach deptała.
 Dostałam od mojej przyjaciółki Anioła. 
Ona jeszcze tak niedawno walczyła o swoje życie. 
Dziś ja walczę o przeżycie moich okruszków. 
Mieć szansę TO JEDNO...wykorzystać ta szansę-TO DRUGIE. Dlatego też 
chciałam się z Wami nim podzielić, tak by on zawsze rozjaśniał nam drogę naszego celu, by trzymać się tego co silne w naszym sercu.

06.12.2012

Nasza miłość jest nasza siłą




Potrzebowałam kilku dni by dojść do siebie. Wszystko się oddala. Styczniowe połączenie z maluszkami  nie odbędzie się. Muszę najpierw zwalczyć niezłośliwego guzka na macicy, potem odczekać na moje @ i wtedy mogę zacząć przygotowywać się do Transfer. Wyję z tęsknoty. Tak bardzo pragnę, tak bardzo kocham. Mój ukochany mężuś pochyla się w sobie smutkiem. Nie potrafię szybko mu, nam pomóc. Muszę być silna, nie mogę zaprzestać walczyć o życie naszych maleństw.  Nasza miłość jest nasza siłą, z którą podzielić się  pragniemy z naszymi śpiącymi okruszkami.

03.12.2012

Muszę wiedzieć

(gif z fb)
 Dostałam moje @ co oznacza, że zaczynam walczyć z Myomen, który urósł do rozmiarów niepokojących mojego ginekologa. ,,Śmierdziel" ulokował się w mojej macicy w miejscu trudnym do zoperowania. Dlatego też od jutra  powinnam zacząć hormonalną terapię. 
Dostałam leki o nazwie ,, esmya 5 mg " Lista skutków ubocznych jest wielka. W czasie brania leku dochodzi do braku miesiączki. Dzienna dawka 5 mg hamuje owulacje u większości kobiet. Wartości progesteronu  wynoszą około 0,3 ng / ml. Dzięki temu hormonowi możliwa jest tzw. implantacja, czy pierwszy etap zapłodnienia. Progesteron jest niezbędny do prawidłowego rozwoju i utrzymania ciąży. Bez niego zapłodnienie, ani utrzymanie ciąży nie byłoby możliwe. U kobiet, które nie przygotowują się do roli mamy progesteron reguluje menstruacje. Mam brać ten lek by zmniejszyć guzka, a transfer czy próba zajścia w ciąże znów zostanie przesunięta na potem. Jeśli Progesteron w czasie terapii spadnie to jakie mam szanse na bycie mamą??? Od tylu lat słucham lekarzy. Wielu z nich mówiło ,, proszę brać witaminy, zdrowo żyć" bla,bla,bla...
Nie mogę już czekać dłużej, nie chcę zwlekać. Chcę walczyć o moje maleństwa. Jutro dzwonię do lekarza. Jestem niepewna tych leków brania właśnie teraz.
Muszę wiedzieć, czy w styczniu na pewno będę mogła podejść do transfer.



NARESZCIEEEEEEEEEEEEEE :)))) 

Weronika z Nelą znów pojawiły się na swoim blogu. Tak tęskniłam i martwiłam się o Was. Teraz to już tylko może być lepiej.

02.12.2012

Tyle jeszcze


Przytulam policzek do ściany...odczuwam chłód i zapach tapet oraz świeżo upieczonego ciasta. Gdzieś tam na skraju dróg czekają chwile błagające o przeżycie. 
Gdzie jesteś chwilo???? Gdzie????
Tyle jeszcze do zrobienia, tyle do pokonania. Myśli kręcą się w kółko
jak mozaiki światło, których nie da się poukładać w obraz wymarzonego celu. Gdy nadejdzie spokój i strach schowamy za mgłą przeszłości, dostrzec można coś innego, niż migający czas świateł. Przytulam głowę do mężusia, oddycham głęboko i wsłuchuję się w przestrzeń przeszłości.
To nie tak...nic nie jest bez znaczenia...nic...nawet te tapety ktoś położył pozostawiając swoje chwile, czas i energię. Jeśli tak naprawdę wsłuchamy się w swoje serce, to odnajdziemy drogę , która nas nie zniszczy, nie pokona.
Zamykam ponownie oczy i oddycham tą chwilą...bo jeśli teraz spokoju nie odnajdę to KIEDY???