16.05.2012


 Zmęczenie mnie nie opuściło.Otoczona niewyspaniem zaczęłam nowy dzień. Myśli krążą wciąż ku naszym podopiecznym.Walczyłam o każdy ich dzień, minutę, oddech...Starałam się odgonić śmierć, która czyhała za rogiem. To takie trudne, wierzyć na tyle silnie by przeskoczyć zatracenie...by iść drogą miłości i głosu serca. Nie jesteśmy MASZYNAMI...posiadamy dusze, sumienie, która nam pomaga w przeskoczeniu tego co często jest nie możliwe. Jeszcze tak niedawno wierzyłam i odczuwałam tę siłę, która prowadzi  ku szansom nam często nie znanym. Jednak już wielokrotnie chore osoby udowodniły namacalnym swoim życiem, że to co w nas się tworzy może prowadzić nie tylko do zatracenia, ale również do nowego narodzenia. Bardzo chciałabym znów wierzyć, oddychać tą siłą, którą kiedyś posiadałam.
Nie dać się zdeptać, pokruszyć przez kawałki zła tych co kopiom by uciszyć własny głos serca.
 
WALKA TRWA DALEJ by znów uwierzyć w jej dobro siły i możliwości

Nie sądziłam, a jednak potrafię


Jest spokojnie, cichutko, tak miło, aż niesamowicie. Nienauczona tej ciszy, uczę się na nowo tego odczucia. Fajnie jest, być tylko z własnym problemami. Nikt nie frustruje, nie żąda.


 Odkryłam moje pozostawione obowiązki, takie prywatne po prostu kobiece. Włączone kino internetowe uprzyjemnia czas. Moje bycie na Fb nie jest już ekscytujące dla innych. Cisza - z mojej strony - naradza we mnie to ,,coś " do czego nie byłam jeszcze gotowa. Jednak potrafię być dla mnie, dla nas. 
Zaczęliśmy następny etap remontu naszej kamienicy. 


Bólem mięśni, potem i miłością mój mężuś zamienia nasze mieszkanko w urok naszych możliwości. Lubie być wtedy jego ,,chłopcem-dziewczynka  na posyłki."





W domu i w ogrodzie króluje budowa, ale co tam...warto zacisnąć zęby by pójść do przodu.