30.12.2012

Bólem duszy


Miłość.  
Serce wyrywa z utęsknienia. Gdyby nie miłość byłaby może obojętność, nienawiść, beznadzieja. 
Kruchość chwili i siła oddechu wzniosłości i uczucia. Dążenie do kochania, pokochania, zakochania. 
Ból, strach, drżenie, upadek.
Oddycham i szukam opanowanego przejścia przez to wszystko. Ból i złość jest czasami silniejsza, szybsza o krok, niż zaakceptowanie tego co musi się zdarzyć. Walczę o każdy uśmiech, walczę o każdy moment, który jest wyrocznią bycia gdzieś indziej, gdzieś po za tym wszystkim zwariowanym, szalonym, bolesnym. Nie umiem być teraz miła, dobra dla siebie. To coś,  przeszywa moje serce. Łzy kapią bólem duszy, która tak wierzyła, ufała. Boże, gdzieś ukrył swój uśmiech, gdzieś schował swoją potęgę dobroci ????? Pokazujesz mi drogę nadziei i wiary, a potem kierujesz na skalistą górę, bez odpowiedzi. Tyle razy padałam na kolana. Płacząc, szukałam Ciebie między odrobinami mego człowieczeństwa.  
Tyś jest wieki, miłościwy...Tyś jesteś N-A-J
Cisza, której nie ma - oddala mnie w zamyślenie. Szukam sensu tego wszystkiego. Szukam oparcia i energii by uwierzyć w to co Ty wierzysz, lub od nas, ode mnie oczekujesz. Walczę o każdy uśmiech, o każdą chwilę dobra. Dodaj nam sił, dodaj nam wytrwałości. Zamykam  oczy. Szukam Ciebie i Twojej dobroci. Wsłuchuję się w bicie mego życia i życia moich uśpionych nienarodzonych.  
Jesteś, kochasz, widzisz. 
Czy poprowadzisz???