31.05.2013

( 265 )

 Rok śmignął błyskawicznie
 I stało się
Jesteście wciąż ze mną


Dla Was 
trochę słodyczy
 

i kwiatki od przyszłej matki ;)


jestem i nadal oczekuję na nasz największy cud życia

28.05.2013

( 264 ) Muszę jeszcze poczekać



Musiałam przełożyć termin przyjęcia naszych uśpionych maleństw. Profilaktyczny program dentystyczny zmusił mnie do tego. Bakterie, które jeszcze przez 14 dni po tej kuracji mogą przedostać się wraz z obiegiem krwi do obiegu ciążowego i zagrozić, uśmiercić nasze dzieciaczki. Nie chcę ryzykować. Nie mam do tego prawa. Wolę poczekać, niż przepuścić maleństwa przez ruchliwą jezdnię, mimo zielonego światła na drodze dla pieszych.


26.05.2013

( 263 ) Mamy mogą być różne


Mamy mogą być różne. I te dobre, i te niechciane, i te wymarzone, i te spełnione.
Ja jestem mamą aniołków i mamą zarodków, które uśpione czekają na nasze spotkanie.
Mimo, że nie dane mi było od nich usłyszeć swojego mama
Kocham je
i kochać będę
Bo nasza więź jest silniejsza niż wszystkie słowa świata 
więź miłości utkanej z krwi i serca

24.05.2013

( 262 ) Hansia kolejne chwile


Hansio
O 4:30 rano obudził nas przeraźliwy, głośny, wstrętny krzyk. Wyskoczyliśmy z łóżka gotowi na wszystko. Nasz zaadoptowany pisklak siedział w swoim gnieździe z uniesionym rozdziawionym dziobem i darł się na całego przypominając o swoim istnieniu.  Nie dało się go uspokoić. Ściany na wynajetym mieszkanku cienkie. Zaczęło się narzekanie sąsiadów. Gdzie z Hansem? Do szafy? - słychać, do łazienki -słychać. Zgrozo! Krzyk powalał na łopatki. Jeść, pewno chce jeść. Szybko podałam mu mojego palca do dzioba. Ufff.... Otoczył nas spokój. Mężuś zamieszał psie żarcie z wodą. Hans połykał kawałeczki z błogim pomrukiem zadowolenia. Takie pobudki stały się naturalną formą przywitania. Zawsze pół  godziny przed dzwonieniem budzika 4:30, Hans darł się swoim ptasim głosem. Ten dźwięk był tak wkurzający, że nie raz miałam ochotę oddać go komuś do dalszej opieki. Jednak gdy brzusio był nakarmiony, a jego minka błogo spoglądała w naszą stronę, wszystkie negatywy mijały. Pozostawała tylko radość, że maluch żyje. I tak rósł nam Hans. Reagował na swoje imię. Kiedy go wołałam - machał skrzydełkami podnosząc swój dziobek do góry i dobiegał w moją stronę. Zaprzyjaźnił się z naszą wilczycą Corą. Zaprzyjaźnił się z nami. Wyczuwał nasze emocje co było bardzo dla nas niesamowite. Gdy nauczyliśmy go fruwać, ostrzegał nas przed niebezpieczeństwem. Wiedział, który sąsiad to dupek, a który przyłóż do serca. Zaczął robić się samodzielny. Mimo wszystko nadal potrzebował wsparcia. Wielu nie wierzyło nam co to za ptak. Większość typowała, że to Beo, gdyż spotkanie się z inteligencją Hansa nie dopuszczała rozszerzenia struktur, że tak pospolity ptak może odczuwać i tak reagować. Fajnie było obserwować jego instynkty, pierwsze kąpiele, pierwszy zdobyty pokarm. Kiedy przenieśliśmy się na nowe mieszkanko nie miał żadnych trudności z aklimatyzacja nowego miejsca. Byliśmy My, było żarcie i dobra zabawa.

Corunia i Hansio
Przypomniała mi się pewna akcja, która do dziś rozbawia mnie na całego. W czasie flizowania kuchni, wciąż znikały długopisy, śruby, zapalone papierosy, szkice itp. Nigdy nikogo nie przyłapaliśmy na gorącym uczynku. Zwalaliśmy więc winę na zmęczenie. Przy tapetowaniu dużego pokoju Hansio grzecznie towarzyszył mi lub mężusiowi. Kiedy przykleiłam ostatni pasek do ściany po kilku minutach stwierdziłam, że on  się nie trzyma. Dobra, kleje drugi raz, potem i trzeci i czwarty. W końcu mężuś poprawia po mnie i znów to samo. Zwierzaki grzeczne, obcych w domu nie było. Pewno gdzieś wilgoć w ścianach. Już zamierzaliśmy napisać zażalenie. Gdy po następnej próbie przyklejenia tapety zaczęliśmy bacznie obserwować. Udawaliśmy, że coś robimy, a tak naprawdę rozwijał się w nas instynkt Sherlocka Homsa.
Minęło trochę czasu, gdy Hansio sprawnym lotem podfruwał do ściany . Chwytał za róg tapety i podciągał ją do góry. Potem znikał z naszych oczu, by po chwili móc wrócić z własną zdobyczą trzymaną w dziobie. Chował z wielką troską swoje skarby w dziurze, którą znalazł w podłodze. Ten kawałek tapety przeszkadzał mu w wygodnym ukrywaniu. Postanowił sobie pomóc :) Pewno się domyślacie co odkryliśmy w tym Hansia schowku. Wszystko i jeszcze więcej.  
 
tak wyglądała wspólna domowa praca :)
Uwielbiałam jego zabawy, jego naloty i wzloty. Uwielbiałam nasze przytulania i tą świadomość naszej przyjaźni :)
Któregoś dnia musiałam odciąć pępowinę. Mimo, że serce wyło z rozpaczy musieliśmy Hansia wypuścić na jego ptasią wolność. Rola Rodziców to dbać, kochać, uczyć i przygotowywać do życia. Hansik był przygotowany , pofrunął a z nim kawałek naszego serca.


23.05.2013

( 261 ) Pierwszy dzień z Hansem



Hansa zgarnęliśmy z ulicy szybkiego ruchu, gdzie siedząc bezbronny za chwilę byłby przejechany przez sznur jadących samochodów. Na moją prośbę mężuś zatrzymał autko, a ja zatrzymując ruch przygarnęłam go do siebie. I tak maluch trafił do nas. Trzymał mężuś przez wiele godzin tego zmarzniętego  pisklaka na swoim brzusiu. A ja starałam się co jakiś czas wkładać Hansowi do dzioba namoczone kawałeczki żarcia dla psów. 
I stało się. Maluch zaczął połykać żarcie. Jeszcze musiałam dziobek mu sama otwierać, ale to co mu podałam zostało połknięte, strawione i potem wydalone. Zbudowaliśmy mu na Yucce gniazdo z wiklinowego wianka i włożonej do środka miękkiej froty. Jaka była nasza radość, że zostało to przez Hansa zaakceptowane. Teraz tylko trzymać kciuki by przeżył noc.
Kiedy tam spał , leżeliśmy w naszym łóżeczku i z zadowolonymi minami  obserwowaliśmy jego błogi spokój.

 - Jakiż to miły, spokojny ptaszor - mówiliśmy z dumą zastępczego rodzica. 

Wszystko się zmieniło następnego dnia :)

c.d.n 



22.05.2013

( 260 ) Hans



Wrony i kruki są jednymi z najbardziej inteligentnych ptaków. Pojawiają się w legendach i mitach. Wiele osób jednak nie lubi tych wspaniałych czarnych skrzydeł i silnych dziobów. Dlaczego? Może dlatego, że swoim zachowaniem i inteligencją przypominają ludzkie zachowania ? Wrony i kruki mają większy mózg od innych  ptaków. Wyjątkiem są papugi ary
Z zachowania przybliżają się bardziej  do naczelnych (Primates) niż do ptaków. Wrony i kruki są racjonalne i mają wyjątkową pamięć. Żyją w bardzo rozbudowanej sieci społecznej.
Młodymi opiekują się nie tylko rodzice, ale starsze rodzeństwo, ciocie czy wujkowie. Podrośnięte  pisklęta trzymają się do 5 lat przy rodzicach. Uczą się z doświadczeń dorosłych ptasiego życia. Ich komunikacja miedzy sobą jest bardzo rozwinięta, która składa się z wielu dialektów jak i dźwięków. Kiedy jednej z nich zdarzy się jakieś dramatyczne przeżycie opowiadają swoimi dźwiękiem w ramach ostrzeżenia. Co powoduje ostrożność, unikania  i zmianę przebywania z miejsca zagrożenia. Ptaki te potrafią z masy twarzy rozpoznać tą jedyną twarz, która jest dla nich np. zagrożeniem. Ostrzegają inne, opowiadają o tym swoim towarzyszom.
Te inteligentne ptaki potrafią nie tylko używać narzędzi do zdobycia pokarmu, ale również są w stanie zbudować takie narzędzie własnym dziobem. 
Jako jedyne ze zwierząt biorą udział w obrzędach pogrzebowych. Jeśli wrona danej populacji ginie zlatują się one na to miejsce i w ciszy żegnają się z członkiem rodziny.
Potem odfruwają w swój własny świat.
O ich inteligencji przekonałam się na własnej skórze. Kiedy uratowaliśmy z mężem pisklaka któremu nadaliśmy imię Hans.

c.d.n

21.05.2013

( 259 ) ostatnie podrygi przed



 Terminy porobione.
Jutro tzn. 22 - akupunktura. Kochana będę rozmawiała na temat sterydka :)  
26 spotkanie z bratem. Nie widzieliśmy się kilka ładnych lat. Szykujemy mamie niespodziankę. Spotykamy się na połowie drogi i rozpieszczamy naszą rodzicielkę.
27- specjalna metoda czyszczenia uzębienia :) Dziąsła krwawią i często jest to bakteryjny problem, który nie poprawia tradycyjna metoda mycia i leczenia zębów. Jeszcze nie wiem co i jak, ale tą nową metodą chcę zapobiec jakiemukolwiek zakażeniu  drogą obiegu krwi, do obiegu moich przyszłych nienarodzonych. 
28-mego wizyta w Klinice w celu ustalenia konkretnego terminu przyjęcia naszych maleństw.
Piszczę, skaczę, raduje się :)
Słyszycie to????
Emocje na całego.

20.05.2013

( 258 ) Z przed lat


z. f.b.
Oglądam stare zdjęcia, takie z przed lat i pół wieku. Z jaśminową herbatą w ręku zastanawiam się jak to będzie:) gdy kawałek rodzinnej historii opowiadać będę naszym dzieciaczkom. Dobrze mi z tą myślą, że się nie poddajemy i walczymy o nasze maleństwa. Mam im tyle do przekazania, do ucałowania, do ukochania. Przypomniał mi się film, który tak niedawno oglądałam. Historia wręcz baśniowa z epizodami mądrości, które uwielbiam i stosuje w moim również życiu. Jest to opowieść o parze nie mogących mieć potomstwa. Po usłyszeniu wyroku, że już o dzieci biologiczne starać się nie powinni, serce dyktuje im coś niesamowitego. Postanawiają zakopać w ogrodzie pudełko pełne notatek z cechami charakteru, opisem i wydarzeniami z życia ich wymarzonego dziecka.
Kto chętny do obejrzenia filmu podaję poniżej link.


18.05.2013

( 257 ) Nadal wszystko kręci się wokół swego czasu


Po utracie naszego pierworodnego wielokrotnie płakałam, krzyczałam, wiłam się z bólu. Także uciekałam w formę nieistnienia lub poświecenia się innym. Czułam  w sobie wyrazistość i pewność moich pragnień i tego czego tak naprawdę chcę. To dodawało mi skrzydeł i wolę dalszej walki. Przyjmowałam moje chwile z godnością mimo uszczypnięć innych. Porady, pocieszenia, motywacje, robione terapie, zastrzyki, przyjmowane lekarstwa, spływały po mnie jak lawina deszczu, która  oczyszczała mój smutek chwilą swego istnienia. Wydobywała się z ciszy nadzieja i wiara, że się nam uda. Spróbowałam tak wiele, zamieniłam moje zdrowie, moje ciało na chaotyczny egzemplarz z przylepioną etykietką. Pokonałam gniew do Boga. Uśmiechnęłam się do słońca mojego życia. I starałam się zrozumieć słowo posiadać. Słyszałam je w wielu ważnych sytuacjach. Kiedy się zakochałam, kiedy wypowiedziałam moje wymarzone TAK, kiedy poroniłam, kiedy ratowałam ludzkie lub zwierzęce życia, kiedy serce przeszywało ten ogromny ból ostatniego pożegnania. Żyłam z tym słowa dźwiękiem, uczyłam się go wymawiać, chciałam go zrozumieć. Wypowiadane przez terapeutów, przyjaciół, znajomych miało dla nich chyba jakieś znaczenie. Szukałam w nim tej głębi...a odnajdywałam tylko niesmak i niezgodę jego sensu, używanego w tak wielu sytuacjach. Wypowiadałam głośno : posiadam rodzinę, miłość, męża, posiadam dziecko. Złość mnie napawała, nie mogłam już potem słyszeć słów terapeuty mówiącego ,, proszę powtórzyć - Nie boję się posiadać dziecka" Haaa trafione -zatopione. Trzaskając drzwiami biegłam przed siebie chcąc wyrzucić zapach  tego przeżycia. Nie potrafię tego zaakceptować mimo, że minęło już trochę lat. Nie potrafię posiadać. Potrafię starać się kochać i to każdego dnia.

17.05.2013

( 256 ) Do przodu

 
z. f.b.
Nie jest różowo, a jednak :) Wyniki krwi wykazały, że przeciwciała maleją. Tarczyca spadła ze 113 / 99 Co oznacza, że teraz zwiększył mi doktorek dawkę L-Thyroxin z 50 uq na 100 uq. Ten wynik musi się poprawić, gdyż niedobór tyroksyny ma strasznie duże znaczenie w zajściu w stan błogosławiony jak i donoszenie maleństwa do końca. Również z  płodnością nie jest za różowo. Zmiany nastąpiły w ciągu tych ostatnich 3 miesięcy. Moje AMH nic się nie poprawiło. Spadły z 1,7 na 0,5 . Mieliśmy z doktorkiem nadzieję, że to wina skutków ubocznych wywołanych lekami, które brałam na niezłośliwego. Niestety do dziś nie ma poprawy. Jednak mnie to nie przeraża. Znam pary, którym zapowiedzieli specjaliści całkowitą bezpłodność i mimo wszystko zostali rodzicami z własnych jaj i plemników. Jakie to piękne? Prawda? 
Kochani zbliża się mój czas spotkania z naszymi Mrożaczkami. Jestem tak bardzo spragniona ich przytulenia w moim brzusiu, że aż piszczy moje serce z radości. Zdaję sobie sprawę, że jeszcze za wcześnie na pełne odetchnięcie. Mimo, że mam pozwolenie doktorka na transfer wiemy, że najpierw maleństwa muszą przeżyć odmrażania, potem muszą się przykleić do ścianki macicy, a potem utrzymać się we mnie. Wiem, że jak na początek ich życia trochę tych zadań jest wiele. Jednak mam wielką nadzieję, że sprostają swoim zadaniom by potem móc poczuć szczęście i miłość. Całym  moim matczynym serduszkiem im tego życzę. 
Kochani, spotykam wiele kobiet, którym się nie udało, które za wcześnie zrezygnowały lub za późno zareagowały by podjąć się leczenia i walki o swoje nienarodzone. Proszę nie bagatelizujcie życia i swoich szans, które na Was czekają. Od momentu narodzin w sercu - pragnienia zostania rodzicem - wszystko nie jest już takie same. Zaczyna się nowa odpowiedzialność , nie tylko o własne, ale i inne życie. 
Walczmy kochani. Z nadzieją, wiarą i miłością można tak wiele.

15.05.2013

( 255 ) Zielone Światło

Pobiegłam do mężusia. -Kochanie mamy zielone światło. Doktorek dzwonił. Mimo, że moje wyniki krwi nie są w 100 procentach optymalne, możemy przyjąć nasze maleństwa. Mam zwiększoną dawkę L-Thyroxin wiesz to ten lek na tarczycę  i już od 22. 5 zaczynam terapię z akupunkturą. Gdy tylko dostanę moje dni jadę na kontrolę, a potem to już wszystko w rękach Boga.

 
Wiruje mi w głowie - ze szczęścia.

( 254 ) horyzont

 
z f.b
Znów odczuwam stres. Moje ciało napięta wieloma myślami z wielkim znakiem zapytania trafia na horyzont blasku tego niespełnionego marzenia. Był czas, że bałam się  wypowiedzieć  słowo ,,mama" skierowane tylko do mnie, tylko dla mnie. Jakbym nie była godna tej wielkiej symfonii życia. Nie bałam się odpowiedzialności, nie bałam się miłości, bałam się  nie kochania mnie. Po stracie naszych maleństw , jeszcze wierzyłam, że mi się coś należy, że zdobędę, że dogonię i uchwycę marzenia, pragnienia. Gówno prawda. Dorastanie boli. I zanim się połapiesz, że tak naprawdę za wszystko i na wszystko trzeba mocno się napocić - mija czas. I jeśli jesteś dość silny dalej brnąć będziesz, by uchwycić rąbkiem istnienia  z Twego serca wiarę i nadzieję.
 
Kiedy przestanę wierzyć, już nic nie będzie.

14.05.2013

( 253 ) "Ty powiesz on nie zasłużył ja powiem zasłużył już dawno"

 
z f.b
Mam chrześniaka, którego jeszcze tak niedawno nosiłam na rękach. Tak niedawno - myślałam sobie :) a on już 18-te urodziny obchodzić będzie. COOOOOOOOO ???
Kurcze co się z tym światem porobiło.
Kręci się szybciej niż świat z dzieciństwa???

No to posłucham trochę muzy ze świata młodzieńca, który na swoim Fb profilu napisał
"Ty powiesz on nie zasłużył ja powiem zasłużył już dawno"

13.05.2013

( 252 ) Chusteczka :)

Joasia pomogła mi bez wahania. Nie trzeba było się tłumaczyć, wydziwiać, grać . Pozwoliła pozostać mi sobą i bez ceregieli i wielkiego ,,Ach"  uczyniła wielkie ,,bum" przepełnione dobrem dla innych.


 


12.05.2013

( 251 ) We mnie



Nie potrafię zamknąć oczu by stracić marzenia.
Zegar bije godziny
Wtulam się w sweter utkany z życia
Walczę
W miłości i wierze siła
W sercu nadzieja 
A we mnie uczucia budujące się z mocy ludzkiego dobra

09.05.2013

( 248 ) Szpital




Dziś Leo wylądował w szpitalu. Dostał spontanicznie gorączki i jego stan był krytyczny. Jednak szybka reakcja moich kochanych  i pomoc lekarki ustabilizowała się poprawą. Mały dostał zapalenia płuc.
Kiedy lekarka w szpitalu po kilku godzinach oznajmiła, że maluszek przeżyje, że stan krytyczny minął - stanęły nam włosy dęba.
Teraz jest lepiej i nie chcemy myśleć co by było gdyby. Ważne jest ,,Teraz" i ,,Jutro", że maluszkowi nic już nie zagraża.


07.05.2013

( 247 ) Wstępnie



Uffff...Wróciłam. 
Pełna emocji siadam do pisania. Uśmiech od ucha do ucha i nawet się nie wkurzyłam, że zakręcono nam w domu wodę.  Piję kawę ,, inkę" zrobioną na mineralnej gazowanej. Też smakuje. I to jak :)
Dziś nawet w deszczu słońce świeci :) Bo jakże inaczej. Zbliżam  się do przyjęcia naszych maleństw. Termin wstępnie ustalony. Jeśli wyniki krwi pozostaną bez zmian ( za tydzień następna kontrola)   to między 11 a 15 - stym czerwca odbędzie się nasz oczekiwany transfer. Tym razem doktor nie chce mi podać hormonów. Czekamy na pękniecie pęcherzyka  tak by po naturalnym jajeczkowaniu do mojej macicy dostały się naturalne hormony stymulujące pomoc do zajścia w ciąże. Oczywiście drogą naturalną nie zajdę w ciąże, ale za pomocą doktorka i możliwości In Vitro mamy szansę by zostać Rodzicami.  Zanim dojdzie do pęknięcia pęcherzyka ,,Grafa"  mamy z mężusiem ,,miłość na receptę". Tak, tak w końcu coś po mojej myśli ;) Kochać się i wić z rozkoszy. Ach... co za przyjemność :) Wskazane jest to również dlatego, by ten akt miłosny pokierował  nas do oczekiwanego cyklu przyjęcia maluszków.  Po pęknięciu pęcherzyka, będą rozmrażane nasze kochane Embrionki. Jeśli uda im się przeżyć, to nasze szanse na bycie razem zwiększają się z 14 % na 30 %. 
Jest mi błogo i słodko na sercu. Wiem, że przed nami jeszcze tyle może się zdarzyć.  Jednak chcę myśleć tylko, że będzie dobrze, że nam się w końcu uda przekazać miłość życia naszym pociechom.
Niezłośliwy znów się powiększył. Jednak teraz nie jest taki kanciasty i wciskający się w ewolucje procesu zapłodnienia.
Jeszcze trochę, jeszcze tak nie wiele.
Wytrzymajcie ze mną do końca :)

ps. Ściskam Was za kciukaski i modlitwy




(246 ) Jadę

 
Dobra:) 
Jadę do kliniki, strach w zębach, nadzieja w sercu :) 
Trzymać mi kciukaski proszę :) 
 
 

06.05.2013

( 245 ) Termin już jutro



Siedzę w ogrodzie i wyciszam się na jutrzejszy dzień. Ptaki przygotowują się do snu. Pierwsze nietoperze wyleciały ze swoich kryjówek czerpiąc chwile z wolności ciepła. Jutro mam rozmowę z lekarzem prowadzącym. Czuję podekscytowanie a zarazem niepokój. Zbliża się ta chwila, o której zapomnieć nie chcę i nie mogę. 
To dlaczego się lękam
 

( 244 ) Pijące matki

Pijące matki dziś wstrząsnęły mnie bezgranicznie. 
Piękny dzień, spacer, maleńkie dzieciątka w wózeczkach. Myślę sobie - co za cudo móc obserwować takie piękno. 
I co widzę? Matki chowają się za mur. Wyciągają z wózka butelkę Smirnowa i wypiją duszkiem jej zawartość. 
Nie dowierzam. Krzyczę. 
Znieczulone pozostawiły swój odór rozbudzający mój strach o te maleństwa.



05.05.2013

( 243 ) Taki syrop

Od rana robię syrop z mniszka. Pachnie w domu moją pasją. Uzbierane kwiatki  mlecza zamienię w złociste krople słońca zamknięte w słoju na zimowe chwile. Taki syrop dobry na przeziębienia i na słodkie zachcianki, kiedy nic w domu nie ma. A i jako prezent dla rodzinki, przyjaciół, czy nieznajomych jak znalazł. Recepta już niedługo na moim kulinarnym blogu ,,Burczobrzucho".

Ps. moją główną myślą tego zbioru, jest -,, dobrze jest ten syropek mieć gdy będę nosić maleństwa w sobie, by w razie przeziębień móc nam jakoś pomóc ".

Ahh :) życie kocham Ciebie nad życie :)

04.05.2013

( 242 ) Gdy umierasz z życia Ty


Bycie mamą po wielu próbach wymaga odwagi, siły i wielkiej miłości. 
By kochać prawdziwie
By czuć prawdziwie
By nie zlęknąć się następnych niepowodzeń i porażek
Należy przestać się bać.
Strach jest pożywką i faktorem jednych z cierpień.
On otwiera oczy na ciemności życia
On wprowadza w stan melancholii i braku odczuwania pozytywnym oddechem
Kiedy nie można zajść w stan błogosławiony 
Ten strach jest tak olbrzymi, że unosisz się miedzy nadzieją a porażką.
Bijesz się w myślach goryczą tęsknoty.
Co wtedy, kiedy życia czas ucieka.
Z nim Twoja płodność
Twoje marzenia
Umierają ciąże
Umierają nienarodzone
Umierasz z życia Ty 
Co wtedy?
Szukaj piękna
Szukaj dobra
Szukaj możliwości
Jest wiele dróg
Należy je tylko dostrzec
Walcz 
i nie zmarnuj życia




03.05.2013

( 241 ) Nasze tango życia


Dla wielu osób urodzić i wychowywać dziecko to coś zwyczajnego, naturalnego jak branie bez namysłu powietrza w płuca. Kobiety rodzą dzieci, panowie stają się ojcami -  po prostu kochając.
Pamiętam moją pierwszą ciążę. Miałam w tedy 26 lat. Byłam rok po ślubie i to był właśnie ten czas, kiedy bardzo chcieliśmy zostać rodzicami. Po naszym miłosnym połączeniu czułam, że nasze wymarzone ,,TO"właśnie się dzieje. Nic nikomu nie mówiłam. Czekałam na potwierdzenie mojego organizmu. Kiedy moje dni opóźniły się o jedn dzień, poczłapałam do ginekologa na umówiony wcześniej już termin. Lekarz słysząc moją wersję dlaczego u niego  jestem - zapytał się mnie wprost.
- kiedy powinna Pani dostać miesiączkę?
- wczoraj - odpowiedziałam dumna jak paw.
- niech Pani idzie do domu, za wcześnie na rozpoznanie.
Uparłam się i nie dałam wybić się z konceptu mego przekonania.
- Panie doktorze, ja jestem w ciąży, proszę o uspokojenie mojego wnętrza.
Coś mruknął i zlecił badanie moczu, krwi. Po jakiejś pół godzinie poprosił mnie znów na rozmowę. 
- Tak, jest pani w ciąży, czy robi to dla Pani jakiś problem?
- Nie - krzyknęłam z radości.
Wtedy świat stał dla mnie z otwartymi ramionami. Byłam tak szczęśliwa, że widząc na ulicy jakiegoś żebrzącego pijaczka oddałam mu ostatni nasz pieniążek, który posiadałam. Co ja wtedy czułam. Tyle miłości i dorosłości, która rozkwitła we mnie jak majowe kwiaty.  To maleństwo, ten nasz pierworodny uświadomił mi jak można kochać, bezgranicznie kochać. Byliśmy tacy szczęśliwi. Kochaliśmy się, kochaliśmy nasze dzieciątko, kochaliśmy życie.
I nadszedł ten drastyczny moment. Kiedy 24 grudnia lekarze oznajmili mi, że pewno poronię. Zostałam w szpitalu. Mężuś nie mógł zostać. Dano mi jakiś zastrzyk, tabletkę do połknięcia i pozostawiona w tych ciemnościach odnalazłam krzyż wiszący na ścianie.
Zawsze wierzyłam w Boga. Wtedy poczułam, że dobrze, że potrafię się modlić, że nie tylko z mojego strachu, lecz z potrzeby serca szukałam GO w swoich progach.
Mijały godziny, a ja coraz bardziej wierzyłam, że naszemu maleństwu się uda. Następnego dnia nie dostałam już żadnych leków.USG utwierdzało, że to już po wszystkim. Nie pozwoliłam na łyżeczkowanie. Czekałam na ten mój cud. Po iluś godzinach zaczęły się pierwsze bóle. Zaciskałam zęby. Nie chciałam krzyczeć, głuszyłam w sobie emocje i nienawiść, którą odczuwałam.
Bóle były nie do wytrzymania. Mężuś zdecydował się by podano mi zastrzyk. Zaczęłam strasznie krwawić. Ordynator kiwał głową, pielęgniarki chciały mi pomóc, a ja z miną szaleńca odtrącałam cały świat. Przecież mój świat uginał się pod płachtą bólu, żalu i wściekłości. Odeszło łożysko a moje maleństwo było nadal we mnie.
Nie zgodziłam się na łyżeczkowanie. Nikt nie odważył się protestować.
Po kilku dniach przy kontrolnych badaniach zobaczyłam na własne oczy naszego dzidziusia. To maleńkie coś, którego nie dane mi było ani przytulić, ani pocałować. Lekarz zapytał się mnie
- czy Pani jest tego świadoma?
Wybiegłam z gabinetu. Mężuś próbował mnie przytulić. Odtrąciłam go i skrzyczałam. Idąc korytarzem szpitalnym usłyszałam Jego cichy głos.
- kochanie, a co ze mną? Co z moim bólem?Ono też jest moje, jest nasze.
Stanęłam jak wryta. Poczułam swoją wredność, poznałam swoje drugie ja.
Wróciłam się. 
Przytulając Go mocno całowałam Jego twarz.

Udało nam się nie zwariować, udało nam się uwierzyć w siłę naszej miłości,udało nam się czuć i kochać życie. To wszystko jest tylko możliwe dzięki wspólnemu staraniu i pracy nad własnym wnętrzem. Każdy z nas jest indywidualny. Cierpi inaczej, raduje się inaczej.  Jednak w bólu wyrywającym serce często jesteśmy skoncentrowani na samych sobie. Ja wiem, że tak nie wolno. Proszę nie zapominajcie o bliskich Wam osobach. Nie bójcie się być z nimi. Na dobre i na złe to sztuka życia we dwoje. Tylko w tej konstelacji można zostać rodziną przepełnioną szczęściem i miłością.
My nadal tańczymy nasze tango życia. Bardzo się kochamy i bardzo pragniemy dać życie naszym nienarodzonym dzieciom.



01.05.2013

( 238 ) to tutejszy





(.... oooo,  człowiek idzie, jaki to człowiek to tutejszy )
 Wróciłam z długiego spaceru. Miałam znaleźć stawy rybne, a znalazłam krowy, konie, lamy i natury urok. Wszędzie pachnie wiosną. Kwitnące drzewa rozsiewają zapach, który uderza w nos przenosząc woń swego piękna w każdą komórkę mego ciała. Jest mi dobrze. Kiedy tak pokonuje kilometry, nie odczuwam strachu przed tym co będzie. Staram się myśleć jakbym była w ciąży. Przecież nasze maleństwa już istnieją. Na samą myśl robi mi się błogo. Już niedługo będę znała termin ich przyjęcia. Mam nadzieję , że będą chciały zostać z nami. Jak ja tego bardzo pragnę. Jak my je bardzo kochamy. Wdycham głęboko powietrze i to piękno otaczające mnie bardzo uspokaja. Dobrze, że ze mną jesteście.
Dziękuję Wam z całego serca.

( 237 ) Z tańcem w sercu w pierwszy maj

Obudził mnie cudowny dzień. Błękit nieba, słonce, mężuś :) ile radości na raz :) Pierwszy maj rozpoczął się cudownie. Nocny taniec w 1- szo majowe jutro, udał się całkowicie. To taka tradycja, którą uwielbiam. Nie tak jak wspomnienia z dziecinstwa. Przymusowe pochody z flagami i politycznym smarowidłem na ukształtowanie i ulepienie swoich poddanych. BRRRRRRR
Upiekłam , przygotowałam mięsko na grylla, szpinakową sałatką uszczęśliwiłam moich ukochanych.  Noc była zimna. Jednak tradycje trzeba pielęgnować i tak wytrwałam przez pól nocy. 


Idę budzić mamusie i po śniadanku zmykam z psiakami na spacerek. 
Kochani życzę Wam pięknego dnia:) 
Do potem.