23.05.2013

( 261 ) Pierwszy dzień z Hansem



Hansa zgarnęliśmy z ulicy szybkiego ruchu, gdzie siedząc bezbronny za chwilę byłby przejechany przez sznur jadących samochodów. Na moją prośbę mężuś zatrzymał autko, a ja zatrzymując ruch przygarnęłam go do siebie. I tak maluch trafił do nas. Trzymał mężuś przez wiele godzin tego zmarzniętego  pisklaka na swoim brzusiu. A ja starałam się co jakiś czas wkładać Hansowi do dzioba namoczone kawałeczki żarcia dla psów. 
I stało się. Maluch zaczął połykać żarcie. Jeszcze musiałam dziobek mu sama otwierać, ale to co mu podałam zostało połknięte, strawione i potem wydalone. Zbudowaliśmy mu na Yucce gniazdo z wiklinowego wianka i włożonej do środka miękkiej froty. Jaka była nasza radość, że zostało to przez Hansa zaakceptowane. Teraz tylko trzymać kciuki by przeżył noc.
Kiedy tam spał , leżeliśmy w naszym łóżeczku i z zadowolonymi minami  obserwowaliśmy jego błogi spokój.

 - Jakiż to miły, spokojny ptaszor - mówiliśmy z dumą zastępczego rodzica. 

Wszystko się zmieniło następnego dnia :)

c.d.n 



3 komentarze:

  1. Aaa taką fajną historię kończyć cd? Nie ładnie tak trzymać w napięciu :)

    Przesyłam buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieweczki :) urywam w tym miejscu, bo pisałabym coraz więcej i dłużej,aż do zanudzenia.

    przytulam :)

    OdpowiedzUsuń