30.06.2013

( 287 )


z f.b.
Dziś trzeci dzień razem. Piątek i sobotę przespałam, a dziś nad ranem zaczęłam plamić. Przez chwilę zaczęłam panikować, a teraz staram się odnaleźć spokój. Idę na spacer. Nie chcę by strach zapanował nad moim rozsądkiem.
Proszę nadal o wysyłanie ciepła w naszą stronę.
Potrzebuję go teraz więcej niż kiedykolwiek.

28.06.2013

( 286 ) Cud życia

 
z f. b.
Jesteśmy w czwórkę. Tak, ja i trzy maleństwa, które noszę w sobie. Jestem prze-szczęśliwa i bardzo zmęczona. Jak odpocznę opiszę Wam co i jak. 
Chciałam Wam tylko powiedzieć, że jesteśmy razem i że DZIĘKUJEMY za Waszą siłę dobra i miłości, którą przesłaliście trzeciemu maleństwu. 
Do potem
Jesteście wspaniali :)


27.06.2013

( 285 ) Proszę Was o pomoc


z f. b.
Właśnie dzwoniono z klinki. Maleństwa zostały odmrożone. Dwie zapłodnione komóreczki podzieliły się. Trzecia niestety nie. Pani Doktor powiedziała, że maleństwo żyje i dają Jej jeszcze 24 godziny by mogła nadgonić. 
Poprosiłam by ucałowała Je ode mnie :)  Poczułam Jej ciepłe potwierdzenie, że to zrobi.
Kto wierzy w moją walkę, proszę o wysyłanie miłości, energii, pozytywu w stronę Naszych maleństw.


26.06.2013

( 284 )





Kręcę włosy, maluję oko, wciągam spódnicę na tyłek.
Tańczę w rytm serca :)
Gdy połknę moją pierwszą dawkę progesteronu wybudzane będą ze snu nasze maleństwa.
Konfiguracja między snem a jawą. 
Taniec miłości rozpoczął swoje rytmy. 
Kto kocha niech tańczy.
Kto wierzy niech się raduje.
i
       TRZYMAJMY SIĘ TEGO CO SILNE I  PIĘKNE JEST W NASZYCH SERCACH


24.06.2013

( 283 ) Niech się dzieje co się ma dziać

 

Zawirowało mi w głowie, motyle roztrzepotały w brzuchu swoimi barwami. Doktorek objął mnie z radością oświadczając, że w środę nastąpi rozmrożenie maleństw, a w piątek przytulę nasze maleństwa w sobie.
Dostałam zastrzyk wywoływaczy w brzuch, sex na receptę i wykup progesteronu.
Jesteśmy tacy szczęśliwi :) 
Jeszcze kilka nocy, kilka chwil, kilka muśnięć niepewności. Potem to już wszystko w sile Najwyższego, w sile życia i trwania w miłości.

Niech się dzieje co się ma dziać.

Chcę wierzyć

Wierzę

( 282 ) Czy już dziś się dowiem ???

 
z. f.b.
Jadę do kliniki. Ogólne badanko i analiza hormonów we krwi. Może dziś poznam datę przyjęcia Naszych maluszków :) Czuję motylki w brzuszku, a w sercu miłość. Trzymajcie proszę kciukaski by doktorek mi terminem niknął.
Do potem :)

22.06.2013

( 281 ) może jeszcze mnie odczuje

 
z f.b
Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałby Wasz świat, kiedy nie moglibyście mieć własnych dzieci ??? 
Do takich myśli nie dociera się tak po prostu.
Widziałam cierpienie Rodziców po utracie swoich pociech, którym choroba  a potem śmierć zabrała to co dla nich najcenniejsze. Widziałam załamania kobiet, które zaszły w ciąże i zdecydowały się na nie urodzenie maleństwa. Widziałam zdecydowane rozstrzygnięcia rodziców - życia bez dzieci, gdyż ich własna choroba lub genetyczny problem byłby zagrożeniem życia dla matki jak i dla dziecka. 
Odczuwam też własny ból i cierpienie po utracie pierworodnego jak i po utraconych późniejszych  ciążach. Ten ból zmusił mnie do przeanalizowania życia bez naszych dzieci. Kiedy uświadomiłam sobie, że tak może się zdarzyć cierpienie przypominające piekło - było bardzo blisko. Nie potrafię znieść tej myśli. Nie jestem w stanie przygotować się mentalnie na życie bez własnych dzieci. Wprowadza mnie to w koszmar.
Wczoraj wracając z akupunktury zobaczyłam dwie matki z gromadką dzieciaczków. Piękny widok :) Biegające,  radosne twarzyczki wywołały radość w moim sercu. 
Aż nagle jedna z dziewczynek upadła, rozpłakała się . Jej rodzicielka rozwrzeszczała się na całego.
- ,, Patrz jak chodzisz, ile razy będę tobie powtarzała, ile razy będę prała." 
Kilkuletnia dziewczynka nadal płakała. Matka podniosła ją z kolan i bez żadnego przytulenia , normalnego, spokojnego wytłumaczenia, otarcia łez - popchnęła ją swoim ostrym głosem do przodu. Nie zdążyłam nic powiedzieć. W mojej głowie przesuwały się doświadczenia, utraty i ból tych osób, które utraciły ten najpiękniejszy cud świata. Przeszył mnie mój własny ból i strach.
Długo stałam w miejscu. Szeptałam 
,, kobieto co Ty robisz? Dlaczego nie doceniasz, dlaczego ignorujesz i spychasz ta duszyczkę na krawędź rozpaczy.? Przecież można inaczej, mądrzej z miłością. Chwile są nieodwracalne. Zmień swoje humory i rozgoryczenia. Zacznij doceniać ten dar, że możesz być mamą ." 
Ile dałabym za chwile przytulenia naszych maleństw.
Spoglądałam w coraz bardziej znikający obraz dwóch matek z gromadką dzieci.
Szeptałam dalej...z nadzieją, że może jeszcze mnie odczuje i wnętrzem usłyszy.

19.06.2013

( 280 ) One na to zasłużyły

z.f.b
Jest mi dobrze :) Odczuwam zmęczenie i błogi spokój.
Tak jak już wspominałam, szukam drogi bycia mamą. Szukam jej z całych sił :)
Przechodziłam przez wiele faz przygotowań, leczenia, utrat, bólu, cierpienia, nadziei. Brałam leki, robiłam sobie zastrzyki na pobudzenie, jak i profilaktyczne ( heparyna ) Walczyłam z niezłośliwym.  Wtryskiwałam do nosa hormony. Przeszłam kilka narkoz jak i poddałam się bez znieczuleniowego przejścia przez szyjkę macicy do samej macicy, by móc przeprowadzić planowany transfer. ( przy drugim podejściu przyjęcia naszych maleństw nie doszło do transfer, gdyż pipeta z maluszkami nie przedostała się do macicy. Maleństwa trzeba było zamrozić.) Brałam udział w terapii psychologicznej. Zakończyłam terapię ThetaHealing . Wysłałam list do Kaplica Groty Mlecznej w Betlejem z prośbą o modlitwę i o uzdrowienie przy schorzeniach uniemożliwiających poczęcie dziecka. Podjęłam się walki z bakteriami jamy ustnej, które schowane w torbie zęba mogły, czy mogą mieć też wpływ na utratę maleństw. Jestem w trakcie akupunktur, które wyciszają, uspakajają jak i pomóc mają w ukrwieniu macicy, okolic bioder, jajników. Zmieniłam tryb życia. Przyjęłam wszystkie konsekwencje, porażki, poniżenia. Nauczyłam się cierpliwości i szacunku do własnego życia.  Teraz czekam na nadchodzący termin spotkania z naszymi maleństwami. Liczę chwile i czuję przeogromną radość, że może tym razem nam się uda. Niektórzy mówią mi, ,,nie ciesz się tak za bardzo, bo jeszcze zapeszysz." Jednak ja nie potrafię inaczej. Nie jestem smutna, ani załamana. Czuję szczęście i miłość w sobie. Te uczucia pragnę przekazać naszym maleństwom. One na to zasłużyły być kochane choć przez najmniejszą chwilę ich istnienia.


14.06.2013

( 279 ) W osłonce snu



Korzystam z akupunktury, która mnie wycisza i przygotowuję do przyjęcia naszych Mrożaczków. Fajna sprawa :) Powbijane igły rozbudzają ciepło, które falami unosi się po całym ciele. Leżąc tak, wsłuchując się w cichutki rytm muzyki przenoszę się myślami o kilka pięter wyżej. Tam gdzieś, w osłonce snu czekają nasze maleństwa. Wtulam Je w siebie szepcząc im o naszej do nich miłości.

 

13.06.2013

( 278 ) Pisklak

Przejęłam macierzyństwo
Maluch dotarł wczorajszym porankiem do mnie.
Teraz co 2 godziny wkładam mu jedzonko do dzioba.
Przeżył noc.
Mam nadzieję, że da radę.

Zapraszam na filmik


12.06.2013

( 277 ) ,,Marzena jest chora na raka.Ma dopiero 25 lat."



Taki o to Apel dostałam od Jednej z blogerek, która tak jak i ja walczy o swój własny cud życia. Mimo bólu, smutku i własnej walki zauważyła głosem serca inną potrzebująca osobę, która prosi o pomoc. 


 Zagubiona pisze o Marzence :

,, W lutym 2011 roku zdiagnozowano u niej nowotwór złośliwy układu chłonnego-Chłoniak Hodgkina, zwany Ziarnicą Złośliwą.
Marzena ma wielką wolę życia,ale potrzebuje naszego wsparcia.Lek,który może jej pomóc kosztuje ponad 200 000 zł.
Czasem wydajemy pieniądze na rzeczy,które tak naprawdę nie są nam potrzebne,które z czasem zajmują tylko miejsce w naszych meblach.Życie natomiast jest potrzebne i bardzo cenne,na wagę złota.Pomóżmy Marzenie wygrać z rakiem,podarujmy jej wspólnymi siłami to,co jest najcenniejsze dla każdego z nas-ŻYCIE.
Pomyślmy,że nigdy nie wiadomo,co nas może spotkać,nie wiemy,kiedy to my będziemy potrzebowali czyjejś pomocy.
Więcej informacji w poniższym linku:

Kochani, wiem, że zawsze ktoś kogoś o coś prosi. Tych błagań o pomoc jest tak wiele. Jednak  jak mają walczyć chorzy ludzie. Nie tylko muszą stoczyć bój z chorobą , strachem ale również muszą przeprowadzić walkę z całymi pokładami przeciwności i najróżniejszych trudności. 

Proszę o pomoc.
,,Mało kto z nas zna swoją przyszłość, ale jednakowo mocno chcemy żyć."

Prawda ???

11.06.2013

( 276 ) Czasem inaczej

 
z f.b.
W Izraelu, jedna kobieta wydała dziecko na świat w sześć lat po śmierci nieznanego ojca. Nieżonaty mężczyzna, który marzył o własnych dzieciach zachorował na raka. Przed chemioterapią postanowił zamrozić nasienie. 
Mężczyzna przegrał walkę z rakiem i zmarł w wieku 30 latJego rodzice zaczęli szukać kobiety z zaburzeniami płodności, której zaproponowali zapłodnienie nasieniem zmarłego ich syna. Urodziła się zdrowa córeczka. " Dziadków i rodziców połączyła miłość do dzieci. Mimo, ze dawcy powinni być anonimowi, w tym przypadku  urodzone maleństwo może uczestniczyć w życiu dziadków, rodziców i dowiedzieć się coś z życia  dawcy ojca.


Niesamowite? a jednak się tak zdarza. Ja osobiście dostałam propozycje wynoszenia przez pewną kobietę naszego dzidziusia. 
Człowiek spotyka rożne możliwości.
Nie dla mnie ta wersja. 
Zbyt staroświecka jestem. 
Dzieci chcę sama wynosić z plemnika męża i mojego jaja :)
A Wy ???
Jak otwarci na życie jesteście??? 

10.06.2013

( 275 ) Prezent Ironi i po - tem - chcę - już - o nim milczeć



Wiem, że jest to niesmaczne, ale muszę wyjść gdzieś z tym bólem. 
Właśnie wyszedł od nas mój teść. Zostawił  u nas smutek, rozczarowanie, żal i ból.
Niezaplanowana wizyta. 
Zrobiłam szybciutko grylla, sałatkę i przyozdobiłam tą wizytę miłą atmosferą.  Kilka docinek zignorowałam. Starałam się - jak tylko mogłam - być spokojną, miłą, ułożoną. 
Dałam mu słoik z syropem z mniszka, bo narzekał , że przeziębiony. Nie chciał  go, jednak po namowach męża wziął go.
Staliśmy w trójkę.
Pożegnał się tylko z mężem. Mnie zignorował. Kiedy wyszedł, a ja zamykałam za nim drzwi  łzy płynęły po polikach.
Mężuś nie chce już go u nas widzieć. Ja mu powiedziałam:
- kochanie to nie ma nic wspólnego z Tobą tylko ze mną. Proszę nie zrywaj z nim kontaktu. To Twój tata. Nie chcę byś Ty musiał przekazać naszym dzieciaczkom te negatywne emocje. Nie chcę by nasze maleństwa musiały przejść przez to co wyście jako dzieci musieli przejść. Daj im szansę...ja sobie z tym jakoś poradzę.
-Kochanie już w to nie wierzę. On się nigdy nie zmieni. I jeśli mi się coś kiedyś stanie, zostaniesz sama, bo on tobie nie pomorze. Ja to wiem, po prostu wiem.

Ludziska moje , przepraszam za  słabość. Niestety tej teścia pogardy nie jestem już w stanie ominąć.


( 274 ) Wujcio c.d.

z.f.b.
Wujcio dziś czuje się odrobinkę lepiej. Odzyskał przytomność i porusza leciutko lewą nogą. Stan nadal jest krytyczny. Grozi mu oderwanie się skrzepów, które doprowadzić mogą do zatoru serca. Zastanawiam się czy nie ma wujcio tego samego problemu genetycznego co ja ???
Jeśli przeżyje następnych dni to jest nadzieja. 
Kochani wiem, że każdy z Was ma swoje problemy, i własne walki. Jednak proszę o cichą modlitwę, lub pozytywne myślenie o zdrowie dla brata mojego zmarłego taty.

09.06.2013

( 273 ) Historia prawdziwa




Pani H. była nauczycielką, jej mąż kierownikiem dużego, państwowego zakładu. Mieszkali w leśniczówce przy pięknym jeziorze. Pani H. miała wymagania. Lubiła luźne życie, kasę, ciuchy, imprezy, sex, wódę. On pracował, spełniał żony zachcianki. Kochał ją całym swoim sercem. Doczekali się synka - maleńkiego J . Pani H - wciąż rozpieszczana - bawiła się i żyła swoim luźnym sposobem. Wymagała i brała ile się dało. Pan mąż narobił długów. Potem zaczął czerpać z kasy zakładowej by dogodzić swojej ukochanej. Wierzył w swą rodzinkę. Chciał stworzyć prawdziwy, ciepły dom dla synka i dla ich małżeństwa. Jednak pani H wciąż wymagała. Kiedy On nie mógł już nic zorganizować - zdradziła go, poniżyła i zostawiła samego. On - powiesił się nie widząc dla siebie żadnego wyjścia. Pani H nawet nie odebrała zamówionego wieńca. Imprezowała. Potem życzliwi pokazali grób ojca chłopca.   
Dzieciak rósł. W wieku 5 lat nie wytrzymał codziennych imprez w domu. Wsiadł na rowerek i ruszył w stronę swojej babci.  Kontrolerzy w pociągu zaopiekowali się nim. On tłumaczył, że jedzie do babci, która zapłaci za bilet, gdyż w domu już nie może wytrzymać. Oddany pod opiekę policji opowiedział ponownie swoja historię. Babcia zapłaciła, przytuliła, dla niego zawsze była. Jednak jak to w życiu bywa, chłopiec musiał wrócić do swojej matki. 
Mija  kilka lat. Chłopiec zaczyna chodzić do szkoły. Przeskakuje klasy, gdyż jego inteligencja na to mu pozwala. Nauczanie w szkole nudzi go. W wieku 11 lat dostaje się do szkoły średniej. Szybko wchłania materiał szkolny. Chce więcej. Niestety nawet tam nie natrafia na nikogo, który bardziej by się nim zainteresował. Zaczyna szukać przygód. Matki kochanek był aptekarzem. Posiadał ketę własnych aptek. Chłopiec zaczął podbierać leki, potem wąchać kleje. Staczał się. Jednak nadal był wybitnym uczniem, którego wielu podziwiało. Nikt nie chciał zauważyć Jego problemu. Tak było wygodniej.  W wieku 16 lat zdał maturę i dostał się na studia medyczne. Kochanek matki wykorzystał swoje znajomości. Koledzy profesorowie z tego właśnie Uniwerku mieli mu pomóc by chłopca odrzucić . Ćpun i medycyna?  Znając jego problem wymyślili, że z braku miejsc i jego młodości musi poczekać na swoje miejsce jeszcze rok. Poradzili kochankowi jego matki by porozmawiał  z ich  wysoko ustawionym kolegą wojskowym o tym problemie. Wymyślono, że chłopiec pójdzie w tym czasie do wojska, niby odsłużyć, a tak naprawdę miał przejść odwykówkę, która miała zmienić jego życie na lepsze. Zaplanowano - wykonano. Po roku czasu wrócił J do swojego rodzinnego miasta. Zmieniony, zniszczony psychicznie. Nigdy nie podjął studiów. Znów zaczął wąchać, potem popijać. Pani H nadal czerpała korzyści z dóbr Pana aptekarza. Tylko tym razem bawili się razem i trwonili razem. Młody J ożenił się, spłodził dzidziusia. Ich szczęście długo nie trwało. Został sam. Przygarnęła go babcia. I tak mijały lata. Najpierw zmarł aptekarz, potem pani H., która zostawiła swojemu synowi 100 000 zl z ubezpieczalni. Taki gest miłość, który i tak został  przehulany przez J. 
J żył jakieś kilka dalszych lat. Zmarł w samotności. 

Jako mały chłopiec J wybrał jedną z dróg. Uciekał do dobra. Jednak odbicie egoistycznej matki poraniło jego młode serce. Przestał wierzyć w swoje szczęście. Poddał się chwilom i przypadkom brutalności osób dorosłych. Złamany - zaakceptował swój los, w którym pierwszymi skrzypcami była władza matki i jej nie miłość. 



( 272 ) Wujcio


z f.b.
Wujcio - brat mojego zmarłego taty jest w ciężkim stanie. Stan krytyczny. Udar mózgu i postępujący wyciek wylewowy. Sparaliżowana lewa strona i zanik mowy. Jest na środkach uspakajających, gdyż wciąż się rzuca. Każdy stres i chęć wstania zagraża Jego życiu. Jeśli przeżyje do jutra to będą chcieli wykonać CT mózgu. Lekarze przygotowują nas na najgorsze.
Siedzę na dupie i płaczę

( 270 ) Powiewam


Zmieniam się.
Kobiecym grymasem wspinam się w mięśnie życia.
Zmarszczki na sercu wysmarowałam nadzieją
Kocham 
Szaleję
Wyrywam
Jestem gdzieś na zakręcie bez widoku
Zmieniam się
W otoczce suchej trzciny
Powiewam 
Poruszana przez ból
Zmieniam się
Dla nowego życia

08.06.2013

( 269 ) Czas na rozwój

u sąsiadów :)
Chciałam pomalować ściany w łazience gościnnej, a zabrałam się za paćkanie mojego nieskończonego obrazu. Prawie na rok czasu odstawiłam go w kąt. Zbyt dużo emocji i bólu po utracie naszych maleństw przydeptało moją amatorską twórczość.
Zakurzone płótno z wyschniętą już farbą olejną uśmiecha się szyderczo do mnie.
- nooo i co teraz wymyślisz ??? 
- oż Ty - syknełammm ;)
 Wlazłam na dach biorąc się do dzieła.

zdjęcie z przed roku haa
 

07.06.2013

( 268 ) Do dupy





- Po co Tobie to In vitro.
- ...
-daj sobie spokój, masz już 41 lat. Gdy byłem w Twoim wieku, Ty miałeś wtedy 20-scia. 
Teraz dzieci? Szkoda pieniędzy 6000 Eu, szkoda domu.
- ....


Słucham mojego mężusia i widzę Jego smutek. Jego Rodzony :(
Czuję jak spływają mi ciurkiem łzy

Uderzeni, jeszcze nie zatopieni.

- Czy pieniądze są po to by je trzymać na koncie bankowym? My nie przeliczamy, my kochamy i chcemy kochać - mówi mu mój mężuś.

Przytulamy się do siebie. 

- kochanie - słyszę - jeśli nam się uda i szkraby będą tu sobie biegały, powiem dziadkowi 
Zobacz tu biega ponad 6000 Eu. Czy nie było warto???

Chcemy i walczymy dalej o nasze nienarodzone. Kochamy siebie bardzo. Mój teść nigdy mnie nie zaakceptuje i nie zaakceptuje naszych dzieci.
Boli, strasznie boli, że nie chce ich pokochać. 

Walimy w nasze marzenie tyle energii, tyle zaangażowania, tyle miłości i kasy, ktorej nie posiadamy. 

 Do dupy moje przygotowania.

Wystarczył jeden telefon i jego jutrzejszy przyjazd by rozszarpać wszystko.

02.06.2013

( 267 ) Muszę się zatrzymać

Wpadam w smutek. 
Muszę się z tego jakoś wyrwać.
 Jestem tak krótko przed...ale ból, strach, tęsknota przerywają mój spokój.


Zawieszam się na chwilkę, na maleńki ułamek nieistnienia.
Przytulam Was do serducha

01.06.2013

( 266 ) Wszystkim dzieciaczkom

Nie powiem, żeby nie bolało...ale to mój ból i moja tęsknota. Ona nie dotyczy nikogo, ona uderza w dno mojego serca.

z f.b.

Wszystkim dzieciaczkom dużym i małym, aniołkowym i wymarzonym życzę miłości i zdrowia.
Jesteście prawdziwą nadzieją
życia