19.07.2013

( 302 ) Wykopalisko marzeń

 
z f.b.

Doktorek spojrzał mi głęboko w oczy i wypowiedział - ,, Niestety tym razem się też nie udało. Jeśli chce Pani nadal próbować spotkamy się za dwa miesiące.  "
- Momencik, ale jak Pan chce do następnej próby mnie przygotować? Czy ma Pan jakąś nową strategię na zwiększenie szans? Może jakiś dodatkowy lek, może inny plan stymulacji, coś na podtrzymanie??? 
Doktorek mruknął coś pod nosem, z szuflady wyciągnął 2 opakowania antykoncepcyjnych i próbkę witamin. Opisał w skrócie co zamierza, a na koniec zamknął moją energię o to tymi słowami.
- ,, Dużo czasu nie ma Pani może 6 miesięcy do 1 roku. Potem już bym radził Pani nie starać się o potomstwo."
Patrzyłam na te witaminy.
Przypominałam sobie tak niedawno przeprowadzoną z doktorkiem rozmowę. Jakieś 3 miesiące temu mówił mi, że mam jeszcze czas, że proces menopauzy, czy zanik płodności nie dzieje się z dnia na dzień.  Patrzyłam na te witaminy a w głowie krzyczała do mnie jedna myśl ,, cholera !!! to dlaczego tych witamin nie dostałam od niego 2 lata temu?  Czy zmiana witamin na inne witaminy jest tym głównym punktem, że nie możemy mieć dzieci? " Zemdliło mnie. Chciałam mu wykrzyczeć w twarz, rzucić mu moim strachem i niepogodzeniem się, że mnie poddał. Jednak zachowałam się profesjonalnie. Orzekłam - ,, Jeśli Panu dobro pacjenta leży na sercu, proszę o rozpatrzenie mojej prośby. Nie mogę przejść przez tą samą terapię, gdyż u nas to nie skutkuje. Mówi Pan, że spotkamy się za dwa miesiące. Proszę Pana do tego czasu o ułożenie alternatywnego planu leczenia. Powiem tak, albo należy Pan do tych lekarzy , którzy idą łatwą drogą , albo jest Pan lekarzem, który stara się pomóc nie poddając człowieka , który nie pasuje do dobrych statystyk."

***********************************************************************************

No tak. Kiedy tydzień temu jechałam do kliniki - czułam, że to koniec. Jednak poddanie mojej walki przez lekarza, któremu ufałam - położyło mnie na łopatki.
Wyłam, krzyczałam, złościłam się, spałam, jadłam, żarłam mieszaniny słodko - pikantne. Nie kąpałam się, nie chodziłam na spacery. Myślałam co dalej. Wiłam się w bólu i myślałam jakie podjąć kroki by móc sobie pomóc.  
Wiara mężusia, że kiedyś nam się uda zostać rodzicami ruszyła mną do działania.
Przetrzepałam internet w poszukiwaniu innych możliwości.
Oddałam papiery do tłumaczenia.
Część już poszła w świat.
Teraz tylko stanąć na nogi.
Czas ucieka.
In Vitro moją szansą na szczęście
Walczę z mężem do końca.
Tylko muszę znaleźć jakaś dodatkową pomoc i lekarza, który mnie nie podda.

Kochani, przepraszam, że nie odpisuję na komentarze, e-maile, telefony.
Mimo, że jest mi ciężko i źle wchłaniam Wasze dobre słowa i myśli kierowane ku nam. 
Dziękuję z całego serca.
Dzięki Wam mój  świat jest o wiele lepszy.


2 komentarze: