29.09.2013

( 349 ) Nad ogrodem naszej zieleni.

 Pamiętacie Hugina ???
 Pisklaka, którego przygarnęłam z mężusiem kilka miesięcy temu???


Wyrósł na pięknego, silnego  ptaka.


Nie przyzwyczajałam go do siebie. Akceptowałam jego dzika naturę i instynkty, które zdążył nauczyć się od swoich rodziców. Po etapie karmienia go z reki, nadszedł czas na naukę samodzielnego jedzenia i fruwania. Kiedy już to potrafił, mieszkał w wolierze w naszym ogrodzie, tak by mógł zdobyć trochę doświadczenia z naturą ( słońcem, wiatrem, deszczem , zimnem ) oraz spróbować nawiązać kontakt z jego czarnymi członkami rodziny z pobliskiego drzewa.

I tak nadszedł czas pożegnania.
Mimo łez w oczach i kluski w piersiach wiedziałam, że ten piękny dzisiejszy dzień będzie dla Hugina początkiem nowego życia na wolności.
Mężuś otworzył klatkę.
 Kilka szybkich ruchów skrzydłami i zobaczyłam moje ptasie maleństwo na tle błękitnego nieba.

Choć wiedziałam, że tak trzeba, łzy toczyły mi się po policzkach. 
Rozstania...
Ach...


 Godzinę później usłyszałam tak bardzo mi znajome gaworzenie. Ujrzałam malucha jeszcze raz fruwającego nad ogrodem naszej zieleni.


2 komentarze:

  1. ta ptaszyna szczerze mnir rozczula;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiałam jego codzienne gaworzenie, wygłupy, piękno i ptasią mądrość...tęsknię

      Usuń