25.01.2013

Oby

z sieci
Termin zrobiony. We wtorek będę wiedziała czy lek na niezłośliwego działa.
Może już będę o krok bliżej naszych maleństw???

 

Sercem cd2







Jestem tu i teraz. Uśmiechnięta mimo bólu, który noszę w sercu. Podejmuję działania, które są niezbędne by pomóc sobie i innym. Nie mogę robić nic wczoraj ani jutro, mogę działać tylko tu i teraz, gdyż cała moc pochodzi z mego wnętrza.
Nie  zawsze świat będzie takim, jakim sobie wymarzyłam. Na to jakim świat może być działa w nim wiele sił i wpływów, które niekoniecznie są zgodne z kierunkiem mojego działania. Jednak zawsze ufam, że wewnętrzna moc wprowadzania zmian, dostosowania się, kiedy nie mogę czegoś zmienić oraz rozwijanie swoich umiejętności poprzez pielęgnację dobra i siły wewnętrznej pomoże jakoś żyć. Staram się nie zamykać siebie w ramach. Dążę do spokoju i radości z życia. 
Czasem przychodzą do mnie chwile jakbym walczyła z wiatrakami. Czasem mam to odczucie, że ta walka jest nie potrzebna, gdyż walka z czasem i walka ze śmiercią i tak utrze nam nosy, gdy przyjdzie ten moment zatracenia się w smutku i żałobie.
Każda moja walka jest dla mnie pokorą. Każdy upadek i ponowne powstanie - uśmiechem miłości. 
Słyszę i odczuwam  siłę wiary w to, że będzie dobrze.
Jest wielu krytyków i niemoralnych działań przeciwko metodzie In Vitro. Już się nawet na nich nie denerwuję. Jeśli ktoś próbuje zamknąć mnie w klatce swoich brutalnych metod, uderzam skrzydłami tak mocno, aż ból zamieni się w przebaczenie. Bo tak naprawdę to tylko ja sama na to pozwoliłam by dać się zamknąć. I tylko ja sama mogę się wyzwolić z tego co mnie blokuje. Jeśli tego nie zrobię, pozostanę na zawsze niewolnikiem, który sam siebie zamknął. Nie ważne co o mnie mówią...nie ważne czy mnie lubią, czy nie. Nie ważne, czy dają mi prawo wolności czy zamykają w łańcuchach.Ważne jest by w siebie uwierzyć, by nabrać sił i zregenerować się ku pójściu drogą dobra. Jednak jeśli wsłucham się w krzyki i manipulacje innych, jeśli sama w sobie nie odnajdę prawa, to kto mi to prawo da??? Nikt...po prostu nikt. Dlatego cofam się w siebie. Przywołuję piękno, dobre chwile, cudowne zapachy. Liczę minuty uśmiechów i miłych słów. Staram się zobaczyć dobro i cieszyć się nim. Przywołuję dobre rzeczy, które widzę w otaczających mnie ludziach. Myślę o spokoju i miłości i pięknie starając się wydobyć z manipulacji więzi kaleczących bycie sobą. 
Moi podopieczni, moje nienarodzone maleństwa ofiarowali mi kawałek siebie, tak bym mogła nauczyć się wytrwałości w tym co robię.

Sercem cd1


Tyle razy stykałam się z bólem i śmiercią osób, którym pomagałam. Tak często ocierałam się o ich dramat, cierpienie, ból. Walczyłam o każdą szanse, która się wyłaniała. Pocieszałam, zdobywałam, pokonywałam. W ostatnich ich minutach życia, głaskałam słowami starając się jeszcze jakoś pomóc. Wtedy wierzyłam, że tak jest. Jaka ja byłam naiwna. Życie uczy i wyciera resztki dzieciństwa. Kiedy doświadczyłam własnego dramatu, poczułam otchłań w której nie istniało nic - oprócz świadomości końca życia naszych maleństw. 
Kiedy umiera dziecko, nic nie jest już takie same. Nie wiedziałam co robić, dokąd iść, gdzie szukać??? Ale czego szukać, gdy maleństwo umarło, a z nim cząstka mnie. 
Ból i rosnąca złość była moim powietrzem. Moją nadzieją - miłość do mojego mężusia. 
I tak dorastałam do decyzji dalszej walki o nasz największy cud świata. 

cdn