10.02.2013

( 175 ) Ruszając do dzieła

(moja dzisiejsza sylwetka z wciągniętym brzuchem 76kg )





z synkiem koleżanki - w te ciuchy już nie wejdę . Za ciasne w udach nawet do pasa nie dociągnę spodni, a kurteczka ahhh
Jeszcze rok temu byłam szczupłą kobietką. Nie martwiły mnie kalorie, diety, dodatkowe kilogramy. Zawsze znajdywałam szybkie rozwiązania by się nie roztyć. Zdrowe odżywianie, sport nie sprawiały mi problemu. Kocham gotowanie i wysportowana sylwetka nie narzekała na dodatkowe rozkosze podniebienia. Niestety, czasy się zmieniły a z nim moje ciało również. Od podejścia do pierwszego In Vitro, poprzez rozregulowanie hormonalne i branie dodatkowych leków na zapobieganie cukrzycy i walki z Niezłośliwym - przytyło mi się baaardzo. Jak wiadomo Otyłość to kolejny element, który także możemy przypisać do i tak bardzo długiej już listy czynników wpływających na ludzką płodność. Rok temu nie sądziłam, że będę miała jeszcze więcej trudność by zostać mamą. Moja pierwsza utrata naszego maleństwa była spowodowana niedopatrzeniem lekarza prowadzącego moją ciążę. Nie przechodząc tej choroby (nie wiedziałam, że jej nie przechodziłam, a lekarz - mówiąc mu o tym - nie zrobił badań :(((( ) , nie mając szczepienia ani uzbrojonego systemu immunologicznego w przeciwciała - zaraziłam swoje maleństwo różyczką. Po 16 latach aby przytulić i ucałować nasz Skarbek, muszę walczyć z guzem niezłośliwym macicy, cukrzycą, PCO, trombozą i nadwagą. Do następnego transfer muszę poczekać ok 3,4 miesięcy. Aby maleństwa się dobrze u mnie w brzusiu czuły muszę zrobić wszystko by mój stan fizyczny jak i psychiczny się poprawił. Od dziś zaczęłam trenować z moją  siostrzyczką przez Skype. Włączyłyśmy sobie ćwiczenia Ewy Chodakowskiej ruszając do dzieła.

 



Padłam :) Ewa mnie wykończyła