18.05.2013

( 257 ) Nadal wszystko kręci się wokół swego czasu


Po utracie naszego pierworodnego wielokrotnie płakałam, krzyczałam, wiłam się z bólu. Także uciekałam w formę nieistnienia lub poświecenia się innym. Czułam  w sobie wyrazistość i pewność moich pragnień i tego czego tak naprawdę chcę. To dodawało mi skrzydeł i wolę dalszej walki. Przyjmowałam moje chwile z godnością mimo uszczypnięć innych. Porady, pocieszenia, motywacje, robione terapie, zastrzyki, przyjmowane lekarstwa, spływały po mnie jak lawina deszczu, która  oczyszczała mój smutek chwilą swego istnienia. Wydobywała się z ciszy nadzieja i wiara, że się nam uda. Spróbowałam tak wiele, zamieniłam moje zdrowie, moje ciało na chaotyczny egzemplarz z przylepioną etykietką. Pokonałam gniew do Boga. Uśmiechnęłam się do słońca mojego życia. I starałam się zrozumieć słowo posiadać. Słyszałam je w wielu ważnych sytuacjach. Kiedy się zakochałam, kiedy wypowiedziałam moje wymarzone TAK, kiedy poroniłam, kiedy ratowałam ludzkie lub zwierzęce życia, kiedy serce przeszywało ten ogromny ból ostatniego pożegnania. Żyłam z tym słowa dźwiękiem, uczyłam się go wymawiać, chciałam go zrozumieć. Wypowiadane przez terapeutów, przyjaciół, znajomych miało dla nich chyba jakieś znaczenie. Szukałam w nim tej głębi...a odnajdywałam tylko niesmak i niezgodę jego sensu, używanego w tak wielu sytuacjach. Wypowiadałam głośno : posiadam rodzinę, miłość, męża, posiadam dziecko. Złość mnie napawała, nie mogłam już potem słyszeć słów terapeuty mówiącego ,, proszę powtórzyć - Nie boję się posiadać dziecka" Haaa trafione -zatopione. Trzaskając drzwiami biegłam przed siebie chcąc wyrzucić zapach  tego przeżycia. Nie potrafię tego zaakceptować mimo, że minęło już trochę lat. Nie potrafię posiadać. Potrafię starać się kochać i to każdego dnia.