24.05.2013

( 262 ) Hansia kolejne chwile


Hansio
O 4:30 rano obudził nas przeraźliwy, głośny, wstrętny krzyk. Wyskoczyliśmy z łóżka gotowi na wszystko. Nasz zaadoptowany pisklak siedział w swoim gnieździe z uniesionym rozdziawionym dziobem i darł się na całego przypominając o swoim istnieniu.  Nie dało się go uspokoić. Ściany na wynajetym mieszkanku cienkie. Zaczęło się narzekanie sąsiadów. Gdzie z Hansem? Do szafy? - słychać, do łazienki -słychać. Zgrozo! Krzyk powalał na łopatki. Jeść, pewno chce jeść. Szybko podałam mu mojego palca do dzioba. Ufff.... Otoczył nas spokój. Mężuś zamieszał psie żarcie z wodą. Hans połykał kawałeczki z błogim pomrukiem zadowolenia. Takie pobudki stały się naturalną formą przywitania. Zawsze pół  godziny przed dzwonieniem budzika 4:30, Hans darł się swoim ptasim głosem. Ten dźwięk był tak wkurzający, że nie raz miałam ochotę oddać go komuś do dalszej opieki. Jednak gdy brzusio był nakarmiony, a jego minka błogo spoglądała w naszą stronę, wszystkie negatywy mijały. Pozostawała tylko radość, że maluch żyje. I tak rósł nam Hans. Reagował na swoje imię. Kiedy go wołałam - machał skrzydełkami podnosząc swój dziobek do góry i dobiegał w moją stronę. Zaprzyjaźnił się z naszą wilczycą Corą. Zaprzyjaźnił się z nami. Wyczuwał nasze emocje co było bardzo dla nas niesamowite. Gdy nauczyliśmy go fruwać, ostrzegał nas przed niebezpieczeństwem. Wiedział, który sąsiad to dupek, a który przyłóż do serca. Zaczął robić się samodzielny. Mimo wszystko nadal potrzebował wsparcia. Wielu nie wierzyło nam co to za ptak. Większość typowała, że to Beo, gdyż spotkanie się z inteligencją Hansa nie dopuszczała rozszerzenia struktur, że tak pospolity ptak może odczuwać i tak reagować. Fajnie było obserwować jego instynkty, pierwsze kąpiele, pierwszy zdobyty pokarm. Kiedy przenieśliśmy się na nowe mieszkanko nie miał żadnych trudności z aklimatyzacja nowego miejsca. Byliśmy My, było żarcie i dobra zabawa.

Corunia i Hansio
Przypomniała mi się pewna akcja, która do dziś rozbawia mnie na całego. W czasie flizowania kuchni, wciąż znikały długopisy, śruby, zapalone papierosy, szkice itp. Nigdy nikogo nie przyłapaliśmy na gorącym uczynku. Zwalaliśmy więc winę na zmęczenie. Przy tapetowaniu dużego pokoju Hansio grzecznie towarzyszył mi lub mężusiowi. Kiedy przykleiłam ostatni pasek do ściany po kilku minutach stwierdziłam, że on  się nie trzyma. Dobra, kleje drugi raz, potem i trzeci i czwarty. W końcu mężuś poprawia po mnie i znów to samo. Zwierzaki grzeczne, obcych w domu nie było. Pewno gdzieś wilgoć w ścianach. Już zamierzaliśmy napisać zażalenie. Gdy po następnej próbie przyklejenia tapety zaczęliśmy bacznie obserwować. Udawaliśmy, że coś robimy, a tak naprawdę rozwijał się w nas instynkt Sherlocka Homsa.
Minęło trochę czasu, gdy Hansio sprawnym lotem podfruwał do ściany . Chwytał za róg tapety i podciągał ją do góry. Potem znikał z naszych oczu, by po chwili móc wrócić z własną zdobyczą trzymaną w dziobie. Chował z wielką troską swoje skarby w dziurze, którą znalazł w podłodze. Ten kawałek tapety przeszkadzał mu w wygodnym ukrywaniu. Postanowił sobie pomóc :) Pewno się domyślacie co odkryliśmy w tym Hansia schowku. Wszystko i jeszcze więcej.  
 
tak wyglądała wspólna domowa praca :)
Uwielbiałam jego zabawy, jego naloty i wzloty. Uwielbiałam nasze przytulania i tą świadomość naszej przyjaźni :)
Któregoś dnia musiałam odciąć pępowinę. Mimo, że serce wyło z rozpaczy musieliśmy Hansia wypuścić na jego ptasią wolność. Rola Rodziców to dbać, kochać, uczyć i przygotowywać do życia. Hansik był przygotowany , pofrunął a z nim kawałek naszego serca.