02.07.2013

( 289 )

Wczoraj nie mogłam wstawić posta. Blog-spot odmawiał posłuszeństwa. Wszystko co stworzyłam nie zostało zapisane, ani opublikowane. Taka mała szyderczość ? Czy może złośliwość losu?
Piątkowy transfer był bardzo bolesny. Doktorek znów nie mógł przedostać się  pipetą przez moją szyjkę macicy. Taka moja uroda. Szyjka, która jest początkowo prosta potem łukiem unosi się dość mocno w górę jest dość problematyczną drogą dla transplantacji Zarodeczków.  Doktorek walczył dzielnie, ja zaciskałam zęby by znieść odczuwający ból. Po 50 minutowej walce - udało się.  Laboratorium potwierdziło, że pipeta wraz z cewnikiem jest czyściutka. Maleństwa były nareszcie we mnie. 
Plamienie okazało się efektem tej procedury. Wyniki krwi i badanie ginekologiczne ukazały, że wszystko jest ok. Mimo delikatności Doktorka to wtargniecie poprzez szyjkę macicy było dość brutalnym procesem. Spanikowałam, bo przy wcześniejszych transferach nie miałam takich objawów w pierwszych dnia bycia z maleństwami. Przepraszam, że narobiłam Wam strachu.
Dziś nie plamię :) Biorą leki, wstrzykuję sobie heparynę i staram się czuwać nad wewnętrznym spokojem. Mimo, że  mój brzusio jest mocno wydęty nie odczuwam , żadnych zmian.
Niech to wszystko trwa, niech się dobro od nas nie odwraca. Każde Wasze ciepło skierowane ku nam jest pokładem siły i energii. Jakie to niesamowite, piękne i dobre. 
Dziękuję Wam za to, dziękuję za to, że z Nami jesteście. 

I.W. dla Ciebie, teraz nie może się nie udać