20.11.2013

( 374)


Przypomnieli sobie o nas byli ,,niby przyjaciele ", którzy podwinęli ogon, gdy było nam bardzo ciężko. Dziwne zjawisko. Słuchalam ich bla, bla, bla i wcale mnie to nie ruszało. Jestem grzeczna, ale emocjonalnie nie zaangażowana. Nie chce mi się nawet do nich mieć żalu. Szkoda czasu. Chcę te chwile spędzić i poświecić z radością tym, którzy są z nami NAPRAWDĘ. Prawdziwie, szczerze i tak od serca. Dla nich i dla nas :) 
Czuję się coraz lepiej. Choć dokuczają mi jeszcze bóle w podbrzuszu, staram się doprowadzić zaległości do normalnego poziomu. Tyle kątów i zakamarków do ogarnięcia. Liście w ogrodzie już po sprzątane :) ale ganiam nadal jeszcze za pająkami.
Przygotowania do chrzcin Leonardo w toku. Jako chrzestna mam pełną głowę pomysłów i chęci do pomocy. Jeszcze tylko kilka dni. Przede mną na te uroczystość jeszcze trochę gotowania i pieczenia.

Na zdjątku malowanie ramek, które rozdane zostaną dla gości.

Kiedy bawię się z dziećmi cały świat przeobraża się  w jedno wielkie dobro.