17.12.2013

( 385 )

Grudzień, a mam wrażenie jakby zapachniało wiosną. Słońce i spacery z psiakami rozgrzewają moje  pozytywne myśli. Nie chcę myśleć o niczym negatywnym. Choć kończy się rok i przybliża dużymi krokami kolejną rocznicę śmierci naszego Pierworodnego, myślę ciepło o tej pierwszej chwili kiedy poczułam życie Jego. Ta chwila i te kilka miesięcy czucia maleństwa w sobie, dała mi tyle siły a przede wszystkim tyle miłości.
To było tylko nasze, prawdziwe, niepowtarzalne - odczuwalne nie tylko faktem fizycznym, mogę wręcz napisać - jak najbardziej duchownym. Jak ja wtedy kochałam. Innych, siebie, świat. 
A potem ??? Wszystko słabło w blasku braku tego istnienia.To nasze Maleństwo potrafiło w tak Jego krótkim życiu, dać to co jest tak naprawdę najważniejsze. Nasze maleństwo, pierworodne, kochane do utraty wszystkich późniejszych zgryźliwych uwag, że wciąż wspominam, kocham i tęsknię.
W marzeniach jak i we wspomnieniach jest siła i  ten dar miłości, której żadna negatywna moc mi nie zabierze.