31.12.2014

( 495 ) Nasz czas


Trzymam na ramieniu Kirę a mężuś z synkiem obok mnie śpią i słodko chrapią. Wielu z Was szykuje się właśnie na sylwestrowa zabawę. Niektórzy w gronie rodzinnej atmosfery inni w szalonym rytmie tańca. My w domu, szczęśliwie zmęczeni.
z Kirą :)
z Ragner

 Życie składa się z wielu momentów, które decydują o naszej przyszłości. Planujemy tego ostatniego dnia w starym roku, nowe polepszenia, zmiany bo może wyciągnęliśmy wnioski, że nie jesteśmy i w tym roku tak bardzo doskonali. By nam było lepiej ustawiamy się w ten sylwestrowy czas - na nowo. Spychamy niepowodzenia na bok i magią tego przejścia w nowe - próbujemy  tymi postanowieniami polepszyć siebie, by dać coś z siebie. Dobro lub Zło. Jak wybierzesz ??? To zależy tylko od ciebie. Bo każdy z nas ma możliwości wyboru, spojrzenia, przemyślenia co zrobi i jak spędzi i odczuje życie. By lepiej, godnie żyć nie trzeba być idealnym. Ideałów przecież nie ma, są tylko decyzje, które wykształtują nasze zmiany. Myśmy wybrali i wygrali :)  Zadbajmy o siebie, swoich bliskich jak i dalekich. Zadbajmy o zdrowie i miłość.  Zadbajmy o spokój wnętrza, bo tylko czyste spokojne serce jest w stanie zdziałać i dostrzec te wszystkie cuda.





Szczęśliwego nowego roku 2015
2014 to był nasz czas



28.12.2014

( 494 ) Mówi się


Święta minęły nam jak z bicza. 
Choć uwielbiam ich magię, to już nigdy nie będzie tak jak z przed tych 17 lat. Utracenie 24 grudnia naszego Pierworodnego, wyryło na mnie piętno bólu, żalu, tęsknoty a zarazem nauczyło mnie bezgranicznej miłości.
Jednak te święta były inne.
Pierwsze, weselsze z naszymi Bliźniakami, 
 takie  pełne nadziei i  wiary w spełnienie. 


 

Nasze dzieci to najpiękniejszy prezent życia.
Mówi się : jaka Wigilia, taki cały ROK
Dzięki naszym maluchom, mojej mamie i mężusia opiece
odczułam bezpieczeństwo i ciepło.


Cieszę się, że jesteście z nami, że możecie to wszystko z nami przeżyć.
Jesteście najlepszą siłą napędową.
Jeszcze zderzam się ze ścianą bólu, strachu.
 A przecież czując Wasze wsparcie, 
będę mogła dać z siebie jeszcze więcej. 


24.12.2014

( 493 ) Jest




Kochajcie – reszta jest mniej ważna
       bo Miłość jest najwyższym sensem     
  istnienia
 WESOŁYCH ŚWIĄT  
kochani :)
 

23.12.2014

( 492 ) Natchniona z ziemniorego posta Rybenki




Będąc dzieckiem - na wigilijnym stole i czasie przedświątecznym 4 tygodniowym - nie było u nas tłustych indorów, kaczek, mięs  itp. Bardzo tradycyjnie i postnie dopieszczała babcia z mamą czas świątecznych chwil. Mogłam pomagać w przyrządzaniu potraw, ubieraniu choinki i ratowaniu pływającego w wannie  karpia, którego miał zamiar ubić dziadziuś na wigilijny stół. Oj jak ja wierzyłam wtedy w czystość Kościoła, jego pracowników i tej całej ceremonii, o którą dbała moja babcia.Tak trwało, aż do dnia gdy wysłana zostałam z religijnej klasy do domu parafialnego księży. I co zastały tam w czasie ścisłego postu, moje dziecięce oczy? Zastawione stoły pełne mięsideł z różnych zwierzaków, w kolorowych papierkach - słodycze, na paterach - ciasta, torty, wina w kielichach rozstawionych na wykrochmalonych serwetach. Rozszerzyłam ślepia i moją dziecięcą gębinę. I nie rozumiałam już nic. 
Zagubiłam się w tych ich przepychach. A był to czas gdy w sklepach naprawdę można było dostać tylko NIC lub NIEMA. 
I tak z tym dniem główka ma zaczęła pracować. Obraz uśmiechniętych w przepych księży, wrył się w moją wiarę - ich bożego słowa.  



16.12.2014

( 491 ) Wybiegnij trochę do przodu


Ile dobra nas spotyka.
:)
Miłość największym pięknem w człowieku.
I dlatego
poczuj się szczęśliwym  i
nie czekaj, aż będzie się miało więcej pieniędzy, 
większe mieszkanie, dom, inny związek.
Bez cienia wątpliwości i negatywnych wibracji 
kochaj życie z jego wszystkimi możliwościami. 
Sięgnij po swoje cele 
nawet gdy musisz stoczyć bitwę z własnymi lękami.
Szczęście nie leży na wyciągnięciu ręki 
szczęście należy budować :) 
Nie czekaj 
Zadbaj o życie, o teraz, dziś, jutro
  liczę na Was!!!

Dzień dobry Fariatkowe Serdusia  
 ależ ja zmęczona :)

12.12.2014

(490) Bądźmy silniejsi niż wszystkie brudy świata

Walka z kolkami nadal trwa. Nieprzespane noce i moja bezradność doprowadzają mój umysł, moje ciało do błędów, na które wcześniej ( tak myślałam ) nie byłabym zdolna. Już popłynęły moje pierwsze łzy i przeżyliśmy z mężusiem nasze pierwsze po porodzie kłótnie. Ale nie ma tego czego by na dobre nie wyszło. Kiedy patrzymy na nasze dzieciaczki jakoś wszystkie szare chmury mijają
Pisząc tego bloga borykałam się ze światem obcych ludzi. Na tej dodatkowej drodze popierałam dobro, moralność, siłę wiary i miłości. Zaczęłam wątpić, ale o tym dlaczego - nie chcę dzisiaj ( jeśli w przyszłości o tym ) będę pisać. Posortowałam wszystko i wszystkich. I mnie przepchnięto na tor własnego osądzenia. Nikomu nie przyłożyłam broni do skroni. Zajęłam się sobą i kontynuowałam dalej moją walkę z niepłodnością. Mimo błędów lekarskich, noszonej przez tych lekarzy arogancji nie poddaliśmy się. Poprzez narodziny naszych Bliźniaków otworzyły się na dobro i wiarę w ludzi nasze serca. przykład z wczoraj : zgubiłam moja komórkę, cenna dla mnie, pełna numerów, SMS po zmarłych lub wdzięcznych ocalonych. W niej pełno zdjęć z przeszłości. Kawałeczki z naszego życia. Szukałam jej z mężem nie wierząc, że ją ktoś odda. I tak z nosem na kwintę wróciliśmy do domu. I nagle błysk. Tata mojego męża powiadomił nas, że dostał telefon od osoby, która znalazła moją komórkę. Odzyskaliśmy ją w całości, wraz z pieniędzmi, które miałam tam schowane na lekarstwa. Gdybyście mogły zobaczyć moją radość. Oczęta me zaświeciły się błękitem. Zaczęłam łapać to dobro i jeszcze raz przekonałam się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Istnieją tylko słabe, brudne charaktery.


07.12.2014

( 489 ) bo mam



Wczorajsze urodziny me :) spędziłam z płaczącym Ragner na ręku. Biedaczek dostał kolki i z mężusiem robiliśmy wszystko by mu pomóc. Kira emocjonalnie zaczęła mu towarzyszyć i razem z nim popłakiwać. I tak nosiliśmy, tuliliśmy, masowaliśmy nasze bliźniaki. Herbatka, inne mleczko, ciepła pieluszka. Nad 4 rano usnął na krótką godzinkę. A potem kolejny zryw i płacz i żal maminego i tatusiowego serca. Na szczęście pomogła nam fajna koleżanka - mamusia o imieniu J, która wychowując swoje dzieciaczki przechodziła przez to wszystko. I tak kupiliśmy w aptece kropelki


Podaliśmy po 15 kropelek do pokarmu dla bąbelków. Zaczęło działać.  Kirunia dostała je profilaktycznie a u Ragner pozytywne działanie było już odczuwalne po pierwszej wypitej butelce. Chłopczyk zaczął bąki puszczać i troszkę więcej spać. Jeszcze widać, że go boli, bo od czasu do czasu pręży się i wygina, ale yehuuuuuuuuu jest lepiej i bardzo mnie cieszy że mama J mu ulżyła, nam doradziła i pomogła. Dziękujemy i mocno całujemy. I to jest piękne kochani 
Spóźnione ale szczere - dla wszystkich przesyłamy Mikołajkowe życzenia - dużo zdrówka, radości i miłości...a mi 150 lat bo mam dla kogo żyć.

duże i serdeczne ps. LAMIA - DZIĘKUJĘ- TY PAMIĘTASZ :) BUZIOLKI 

30.11.2014

( 488 ) DO TYCH CO POZBYWAJĄ SIĘ ZWIERZĄT KIEDY DZIECIĘ SIĘ RODZI

Powrót do domu z bliźniakami był bardzo wzruszający. 
Uświadomienie sobie tego, że one już tylko z nami; 
sprawił pozytywne zawirowanie. 
Duże emocje wywołały maluszki na naszych kudłaczach. 


Psiaki zareagowały wspaniale na nowych członków rodziny.
Rozdają im buziaczki, reagują na ich płacz i pilnują ich łóżeczka. 
One wiedzą, że Ragner-Erik i Kira- Diana są nasze.

A my staramy się naszą miłością otoczyć je wszystkie.   


28.11.2014

( 487 ) kontrola

z naszą ukochaną panią doktor i jej mężem   
Zabawne jest teraz dla mnie, że książeczka, która tak często była pokazywana i wypisywana z faktami przebiegu ciąży, spoczywać teraz może na dnie mojej torby. Przyzwyczaiłam się do tych częstych badań, o które dbała nasza Pani doktor.
Jeszcze raz bardzo dziekuje za tak cudowna opiekę nad Bliźniakami i moim zdrowiem.

w gabinecie radości co nie miara :)
To w końcu one miały styczność z maluszkami od samego początku
poznały mój ból, strach, oczekiwanie i wielką radość


Moje rany dobrze się goją. Tylko w macicy zbiera się płyn. Spowodowane to jest brakiem otwarcia szyjki macicy. Jeśli przestanie ze mnie spływać krew, to na dniach będę  zmuszona położyć się w klinice. Tam rozszerzą mi szyjeczkę, by zapobiec głębszym komplikacjom.
A teraz pozytywny akcent mojego wpatrzenia
i wszystko inne staje się nieważne
 
 
Dziękuję wszystkim za dobre słowo i ogrom pozytywnej energii!!!! 


24.11.2014

486



Dni z maluszkami są meeeega szczęśliwe, ale i ciężkie. Nie chciałam tego by bliźniaki zasypiając mi na rękach, nie dały się położyć - nocną porą do łóżeczek. Jeśli jedno zaśnie, budzi się to drugie i swoim płaczliwym głosikiem animuje swojego bliźniaka. Cyrk - a ja w roli matki wyginam się we wszystkie strony by im pomóc i dogodzić. I tak nauczyłam się je rozpieszczać, oddając im moje ciało, serce , czas i kontrolę nad dniem i nocą. 

kira

ragner


Mimo tych wszystkich książkowo - internetowych rad :) zmiękłam pod wpływem troski o nie. Zaczęłam usprawiedliwiać nasze postępowania.Dlaczego by nie - myślę i angażuję się jeszcze bardziej w zamian za utracone w piersiach mleko. Utracenie mleka zdołowało mnie strasznie. Tak kochane, po kilku CC dniach moje napęczniałe piersi mlekiem zaczęły usychać . Brak sil, brak cierpliwości i wielka bezradność zawładnęły moją psychiką. Czułam się jakby zdmuchnięto mnie z piedestału roli dobrej matki. W około mnie dostrzegałam te z piersiami pełnymi mleka, które nie zwracając na mój ból, wbijały z politowaniem swoje cztery grosze. Szukając ratunku otoczyłam się matkami, które we wspomnieniach  zalewały się mlekiem. Z dumą opowiadały, że mogły, że karmiły i dawały z cyca swoim pociechom. Kiedy dzieciaczki spały maltretowałam swoje cyca-cze w nadziei, że uzyskam wymarzony moment płynącego źródła mleka. A tu nic. Oprócz frustracji i smutku nie wydusiłam z siebie nic.










 Starałam się nie martwić - bo i to tak nie zmieniłoby naszej sytuacji. Zamiast poddawać się smutkom i rozpaczy podjęłam pozytywne działanie. Umyłam włosy, podmalowałam oko i zmieniłam rozciągnięte spodnie na bardziej wyjściowe. Nie chciałam się zamartwiać i roztrząsać moje nieudanie. Wynosiłam dwa zdrowe dzieciaczki przechodząc przez tak wiele. Nie chciałam stanąć na etapie zasmucenia tylko z braku produkcji własnego mleka. Najlepsze co mogę zrobić, to iść dalej do przodu - olewając sobie głupie uwagi, docinki i komentarze.

Dobrze, że można liczyć na tych co lubią i kochają. 
Jola z Martynką  pokonały w jedną stronę prawie 400 km bym mogla się z mężem choć trochę wyspać.
 
 moja mamcia

Dobre z nich dziewczyny :) 
Prawda? 

17.11.2014

( 485 ) Ile jeszcze

 
z f.b.
Miał być miły post, ale nie potrafię być teraz miła. Właśnie dowiedziałam się, że trzy tygodnie temu zmarła następna pacjentka mojego byłego oszukującego ,,lekarza". Operował Ją,  nie mając żadnych uprawnień i warunków, które zapewniłyby kobiecie jak najlepsze możliwości leczenia. Zła diagnoza, brak chemii, brak naświetlania, brak kompetencji. Mogła żyć, bo dzisiejsza opinia fachowców o tym mówi. Ile jeszcze złego ten drań wyrządził ??? Coraz więcej wychodzi na jaw. Tyle ofiar, smutnych, tragicznych historii. Wymiotować mi się chce. 

16.11.2014

( 484 )




Nawet to co sobie wyobrażałam - nie było tym czym jest rodzicielstwo. Mimo braku snu i przestawienia wszystkiego jest się w stanie zrobić więcej, niż by się wydawało. Kiedy widzisz na twarzy zadowolenie, uśmiech dziecka , kiedy zagląda z ufnością i ciekawością głęboko w oczy, kiedy zaciska piąstki na naszym palcu i zasypia na piersi w rytm bicia serca - jest po prostu błogo i niesamowicie ciepło na sercu. To co wcześniej odczuwałam to tylko to co poznałam z bycia z dziećmi, które mogłam mieć, przytulić czy zadbać na chwilę. I powiem Wam babeczki kochane, że szczęścia takiego jeszcze nie ogarniam.


Własne dzieciątko to trzymanie nieba i wszelkiego piękna i dobra w ramionach.

15.11.2014

( 483 ) tam, gdzie miłość, dobro jest podstawą wszystkich i wszystkiego.



Moje Kochane Aniołeczki :) Minęło tyle czasu od chwili kiedy czekałam a potem płakałam po Waszej utracie. Pragnęliśmy Was z całego naszego serca. Mimo, że boli wiem, że musieliście iść własną drogą. Teraz jesteście tam, gdzie miłość, dobro jest podstawą wszystkich i wszystkiego. Nie mogliśmy Was tulić, całować i chronić, ale mogliśmy kochać i czuć Was po wieczność. Ile razy z Wami rozmawiałam, w myślach tuliłam i kołysałam. Mimo bólu, żalu i tęsknoty postanowiliśmy walczyć. Pragnęliśmy z Tatusiem przytulać Wasze Rodzeństwo. Pragnęliśmy być rodziną powiązaną nie tylko miłością, bólem, ale także krwią i połączeniem naszych genów. Nie przestaliśmy wierzyć. I stało się. My + Wy i narodzone niedawno Maleństwa :) Nie bałam się igieł, cięcia, rozrywania. Bałam się  - nie czucia Was i waszego Rodzeństwa. W czasie aktu narodzin byłam też przy Was. Pragnęłam tego powiązania i odczucia Was wszystkich. Próbowałam sobie wyobrazić wasze małe ciałka, oczy, usta. Starałam się wtopić moją miłość do Was w nowe życie Waszego Rodzeństwa. Kiedy o 9:14 narodził się Ragner, a minutę po nim Kira - moje serce uderzyło gorącą falą miłości. Usłyszałam wyplucie wód z buzieczek i cichutki pisk waszego braciszka a po chwili następny od - głosik Waszej siostrzyczki. I nagle odczulam  tą bezgraniczną miłość - do Nich , do Was.
Nie wiedziałam, że tak mogę kochać :)




Moje, nasze kochane Aniołeczki
Jest dobrze, odczuwam spokój i uśmiechem otaczamy Wasze serca.  

31.10.2014

Maluszki przyszły na świat o godz. 9.14(siostrzeniec) i 9.15 (siostrzenica). Są całe i zdrowe.Waga i wzrost mojego siostrzeńca 2.3 kg , 44 cm a siostrzenicy 2,5 kg i 44 cm. I w końcu znamy imiona, na które tak wielu z nas czekać musiało, aż do dzisiejszego dnia (Ragner Erik i Kira Diana). Teraz wszyscy wypoczywają. Jak Carpe tylko będzie miała dojście na bloga to opisze o wszystkim trochę więcej. Teraz imprezę czas zaczynać. Buziaki i wielką radość przesyłamy w Waszą stronę...
Siostra od Carpe


30.10.2014



Przeniesiono na jutro, ponieważ ratowano życie innych maluszków i ich mam...na dzisiaj nie było już anestezjologa...czekamy do jutra....
Siostra od Carpo
Przeniesiono na jutro...
Siostra od Carpe

( 480 ) Już za parę godzin



O jedenastej godzinie rozpocznie się przygotowanie do cesarki. 
Radość a zarazem lekki strach zaczyna  mnie ujarzmiać :O 
Niesamowite :)
To już za parę godzin :)
  przytulę i ucałuję nasze słodziaki.
Kto ma siły niech zaciska pięści, otwiera serca i rozjaśnia myśli.
 Będę także z Wami.
 Czeka nas niepowtarzalny dzień. 
My staniemy się namacalnymi rodzicami
a Wy wirtualnymi ciociami , wujkami.
Miłość jest niesamowitym motorem napędowym do odczucia szczęścia.
Już za parę godzin
powitamy na tym świecie 
tak długo oczekiwane Cudeńka 

25.10.2014

( 479 ) Countdown :)


Możemy odliczać :)
Termin cesarki zaplanowany na
30.10.14
Serce się raduje a zarazem nie dowierza, że
już za kilka dni 
dane nam będzie ucałować i przytulić nasze maleństwa.
Po mimo tylu bólu, strachu i przejść po nieszczęściach 
warto walczyć, marzyć, kochać
Gdy to robisz z serca
  życie odnajdzie własną drogę szczęścia.

13.10.2014

( 478 ) Brzucholek

 
Jestem zmęczona moją niezdarnością i brakiem energii.
Sapię jak lokomotywa z wiersza Tuwima.
Mało śpię
Mało chodzę
Nawet leżenie sprawia już trudności.
Nie mogę skupić się nad niczym.
Brak koncentracji odrzuca czytanie, pisanie, oglądanie.
Na Wasze komentarze, zapytania i e-maile nie mogę nawet odpowiedzieć.
Przepraszam Was za to.
A zarazem dziękuję za Wasze bycie z Nami.
Smutnawa taka bezradność fizyczna.
Na dodatek nie zapłaciłam rachunków i jutro wyłączą mi wodę.
Każdego dnia przesuwałam to na jutro, 
a dziś 
5 minut za późno
 
okienko zamknięto mi przed nosem.
 Ot życie.
Pełne niespodzianek.
 
***
 W niem. gazetach  i telewizji
ukazało się kilka reportaży na temat lekarzy,
 którzy nie tylko mnie skrzywdzili. 

Nie dopuszczam do siebie złych emocji. 
Teraz czas jest tylko dla mnie, męża i naszych Bliźniaków.
Jeszcze kilka tygodni :)
Brzucholek  duży
bo maluszki już każde ponad 2 kg mają :) 
Wyobrażam sobie jak to będzie. 
Dziecięce serca otworzą nowe możliwości.
Dobro i radość wpłynie w nasz dom
  jak pierwsze wiosenne promienie słońca.
Chcemy chłonąć radość, dobroć i normalność. 
Wybudzamy się z niesmacznego ,,letargu" .
Odczuwając  smak dobrego życia. 

06.10.2014

( 477 ) jak śledź

Jest jak jest.
 Trudno.
 Nadal problemy z oddychaniem.
Nerki pod łopatkami
Śledziona pod sercem
żyła cawa  pociśnięta tak mocno,
że trudno transportuje moją krew.
Badania kardiologiczne wykazały, 
że serce me zdrowe.
Moje dolegliwości 
to podniesione i ściśnięte organy
spowodowane
wzrostem naszych kochanych Bliźniaków. 
W unii klinice
chciano mnie leczyć  beta-blokerem.
Odmówiłam
Choć to jedyna dozwolona ,,trucizna"
dopuszczalna w czasie ciąży.
Pani Kardiolog potwierdziła moje obawy.
Sama by tych leków nie brała.
Niby dopuszczalne
A jednak
zawsze potem może coś z tego nie dobrego się wykluć.
I tak wpisano mi w aktach medycznych,
żem tego leku przyjąć nie chciała.
I mam to głęboko w dupie
Bo gdy spojrzę na nasze maleństwa
Chcę je tylko chronić
 przed niepotrzebnymi stresami tego świata.
Nie chce by poprzez ich ciałka
płynął lek, który tak naprawdę nie jest im potrzebny. 
Dzieciaczki są zdrowe
 ( na tyle ile to teraz medycznie można zauważyć )
Pępowiny i łożyska dostarczają dobrze tlen.
Organy z moją macicą  są dobrze ukrwione.
Maleństwa dobrze się rozwijają.
Tańcują w moim brzusiu 
wynagradzając mi w ten sposób
to straszne uczucie uduszenia się.
 Jeszcze trochę i utulę i ucałuję nasze słodkości.
Życie to nie bajka
ale dar, którego nie wolno nam zmarnować.

Na zdjęciu Synuś, 
córeczka miała focha i nie chciała się dać sfotografować :)

03.09.2014

( 476 ) Czas szpitalny

Wylądowałam w klinice, choć nic nie zapowiadało się na to.
Oprócz problemów z oddychaniem i skazy skórnej na całym brzuchu
czułam się w miarę dobrze.
Niestety 
badanie u mojej pani doktor wykazały lekkie skurcze 
i zmniejszenie się szyjki macicy.
I tak znalazłam się znów w klinice. 

Po wszystkich badaniach
potwierdzono, że coś się dzieje.
Dostałam kolekcję leków, 
które po każdym pomiarze ciśnienia ( co 15 minut ) 
musiałam przyjąć do siebie.
Przez te dni nie mogłam wstawać z łóżka.
Nic nie mogłam nosić, ani robić. 


Wożono mnie na badania
Przynoszono posiłki do łóżka
i
podawano mi 3x dziennie leki hamujące skurcze.
Zostałam przeszkolona w sprawie narkozy
Wielu ewentualnych komplikacji
i tego wszystkiego co stanie się z maluszkami
 jeśli np. urodzą się w 29 tygodniu ciąży.
Drżałam ze strachu.
Mimo wszystko 
podpisałam dokumenty, które w razie krytycznej sytuacji 
pozwoliłyby
lekarzom szybko i sprawnie zadziałać.
 

Na szczęście jest trochę lepiej a z Bliźniakami wszystko ok :) 
Każde z nich jest dobrze dotlenione.
Serduszka biją prawidłowo a nasze dzieciaczki
wiercą się, skaczą i pukają :)
Mam ogromną nadzieję, 
że wytrzymamy przynajmniej do 34 tygodnia.