20.01.2014

( 401 ) Stanąć nad mostem rozpaczy i czuć sercem

 
z f.b.
Kuba jest szczęśliwym człowiekiem i pomaga człowiekowi mocno nieszczęśliwemu i doświadczonemu przez los. Oto Kuby historia, a w zasadzie ich historia. 
,,Jest jesienny późny wieczór. Na moście nad obwodnicą siedzi człowiek. Buja się niebezpiecznie, samochody pędzące z zawrotną prędkością trąbią niemiłosiernie. Żaden się nie zatrzyma. Nikt się nie zatrzymał także na moście, a ten przecież jest dość dobrze oświetlony.
Ja też przejechałem. Śpieszyłem się , jak zawsze. Rozmawiałem jeszcze przez telefon, ale coś mnie tknęło. Zawróciłem, zatrzymałem się na środku mostu i pierwsze co usłyszałem to: nie wychodź, bo skoczę! Dalej było już jak na filmie. Pozwolił mi wyjść, zaczęliśmy rozmawiać, ale nie chciał zejść. Nie wiem ile to trwało, wydawało mi się, że wieczność. W rzeczywistości może około 10 minut. Bałem się jak cholera. On chyba bardziej. Co chwilę spoglądał na dół na pędzące samochody, bujał się niebezpiecznie, co chwilę wybuchał płaczem.
Nie wiem, jak to się stało, że pozwolił mi podejść na tyle blisko, że mogliśmy sobie podać ręce. "Cześć, jestem Kuba, przybij piątkę". Na imię miał Tobiasz, ale wtedy jeszcze piątki nie przybił. Jeszcze raz spojrzał na dół, potem płaczącym wzrokiem wbił się w moje oczy. To była najtrudniejsza chwila w moim życiu. Nie pamiętam, co mu mówiłem. Nie wiem, co się działo wokół nas. Wiem tylko, że wyciągnąłem do niego rękę. On wyciągnął swoją, zaraz jednak cofnął, potem znowu wyciągnął i już mu nie pozwoliłem jej cofnąć. Złapałem mocno, pociągnąłem lekko do siebie i za chwilę Tobiasz utonął w moich ramionach.
Trzęśliśmy się obaj jak galarety. Z amoku wyrwały mnie klaksony, krzyki i brawa. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że ten "spektakl" oglądała całkiem spora publiczność. Tylko, gdzie oni wszyscy byli, kiedy ten chłopak pół godziny siedział na moście? Byłem pierwszą osobą, która się zatrzymała. Nie wiem, czy żyjemy w takim pędzie, że nie zauważamy świata dookoła? Czy też może ogarnęła nas totalna znieczulica, nic poza naszym "jestestwem" nas nie interesuje?
Ta historia niestety nie ma happy end'u. Dość dobrze poznałem historię życia Tobiasza i uwierzcie mi, jest to materiał na dobry film o wydźwięku społecznym. Jeżeli możecie sobie wyobrazić największe życiowe kataklizmy, to Tobiasz, zaledwie 25-latek, doświadczył wszystkiego. Od głębokiej nędzy w dzieciństwie i młodości, chorób bezpośrednio zagrażających życiu, które zrobiły z niego inwalidę, przez problemy z pracą, pieniędzmi na życie, na mieszkanie, po kryzys małżeński, który niedługo będzie finalizowany rozwodem. Rozwodem, którego Tobiasz nie chciał, bo rodzina była dla niego całym światem.
Ale Tobiasz ma dla kogo żyć. To jego 3-letni synek, Oskar. W zasadzie nie ma nikogo innego na tym świecie. Rodzice Tobiasza są schorowani, żyją w rozpadającej się ruderze w małej wsi, bez ogrzewania, bez ciepłej wody, bez toalety. Sami potrzebują pomocy. Rodzeństwo rozsiane po świecie, każdy żyje własnym życiem. Tylko Oskar trzyma go przy życiu i świadomość, że w swoim cierpieniu nie jest jednak sam. Pomagam Tobiaszowi jak tylko mogę, bo bez pomocy pewnie kiedyś znowu pójdzie na most. Jego sytuacja jest tragiczna. Tobiasz po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego nie miał gdzie pójść. Żona nie chciała go mieć pod jednym dachem, pieniędzy na wynajęcie mieszkania nie ma, perspektyw na pracę za uczciwą stawkę też nie ma.
Pozostał mu powrót do rodzinnej wsi. Niczym syn marnotrawny. Marzył o życiu w wielkim mieście, ale wielkie miasto go wchłonęło, przeżuło i wypluło. Musiał wrócić do nieogrzewanej rudery i po prostu egzystować. W zasadzie to wegetować. Bez perspektyw na lepsze jutro.Na szczęście ma przy sobie swojego synka, którego kocha nad życie, i który za tatą poszedłby w ogień. Czy los będzie powoli zapisywał kolejne tragiczne karty w życiorysie Tobiasza? Wierzę, że wcale tak nie musi być.
To niecodzienne spotkanie ludzi z dwóch różnych światów uświadomiło mi, że nie można być obojętnym. To truizm i banał, ale może kiedyś i ja będę potrzebował pomocy? Ponoć dobro powraca... a ja bardzo chciałbym mieć pewność, że faktycznie uratowałem Tobiaszowi życie, a nie tylko je przedłużyłem. Organizuję szeroko zakrojoną pomoc dla tego chłopaka. Skala potrzeb jest ogromna.
Jeśli ktoś z Was znajdzie chwilę czasu na refleksję i zechce się włączyć do akcji, to proszę o kontakt na adres drugiezycietobiasza@gmail.com lub poprzez wiadomość prywatną. Chętnie opowiem Wam osobiście i w szczegółach o tym, jak tragiczny los spotkał Tobiasza i jak ciężko jest podtrzymać w nim chęć do życia. Wiem, że w ludzkich sercach drzemie potężna siła napędzana wielką wrażliwością. Siła zdolna przenosić góry, dokonywać rzeczy niemożliwych."

I tak nasz kolega Kuba, który uratował przed skokiem z mostu Tobiasza - organizuje dla niego pomoc. Kuba nie chce tylko przedłożyć Jego życia, chce spróbować uratować Tobiasza życie. Jakub  pomaga Tobiaszowi tak bezinteresownie.  Bo tak trzeba. Bo nie jest  obojętny, bo wierzy, że naprawiając choćby malutką cząstkę tego ogromnego świata, czyni go lepszym. Kto może to proszę o pomoc - choć w formie dobrego słowa, może jakiś produktów, które mogłyby choć przez kilka dni pomóc Tobiaszowi. Wiem, że to to tylko ziarnko w Jego życiu. Jednak ziarnko do ziarnka może zmienić tak wiele.Tobiasz ma problemy, które nam wydają się wręcz niewyobrażalne, a dla niego to codzienność. Często brakuje mu pieniędzy na zwyczajny chleb, na bilet autobusowy, o rachunkach nie wspominając.
Po pierwsze - potrzebne są artykuły spożywcze, o długim terminie przydatności do spożycia: makaron, mąka, ryż, cukier, konserwy, paluszki rybne, smakołyki dla dziecka, obiadki w słoiczkach dla dziecka, wędliny i kiełbasy hermetycznie pakowane, warzywa mrożone, kawa, herbata, zupy, soki, itp.
- Po drugie - może ktoś ma na zbyciu kuchenkę gazową? Taką polową, do której można podłączyć butle z gazem.
- Po trzecie węgiel - przydałoby się włączyć ogrzewanie centralne. Tona węgla powinna na jakiś czas wystarczyć.
Tych potrzeb jest bardzo wiele. 25 letni  Tobiasz wychowuje swego synka.
Szkoda chłopaka i Jego trzylatka, który poza swoim tatą nie ma nikogo.
Przesyłam Wam kochani info o tragedii i połączeniu tych dwóch światów.
Tobiasz i Kuba, których połączyło Życie.  Tak bardzo podziwiam tych chłopców. Pomagać to jedno, ale stanąć nad mostem rozpaczy czując sercem, by podać dłoń i dać swą dłoń, by zaufać i przyjąć pomoc, kiedy wszystko już inne zostało zatracone i wchłonięte przez ból, biedę, chorobę i nieszczęście - to wielka odwaga.
 

Ludzie już pomagają. 
I ja już pomogłam.
Może ktoś z Was też pomoże ????

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz