17.03.2014

( 435 ) Jak to było 13.3.2014



Nie udało mi się upiec tortu, ani żadnego  ulubionego z ciast mężusia. Nawet prezentu nie miałam. Złożyłam życzenia, ucałowałam i przeprosiłam, że tego roku nie dałam rady zrobić nic urodzinowego. Mężuś rozumiał - widziałam to w Jego oczach. O 16 godzinie mieliśmy termin u mojej nowej pani doktor ginekolog. Bałam się, tak bardzo się bałam. To był 10 dzień po transferze. 11 dzień z maluszkami. Zrobiłam sikańca. Wszystko albo nic - pomyślałam. Nie zdążyłam wrócić do poczekalni, gdy zostałam ponownie wezwana. Na środku recepcji stała moja Pani doktor z testem w ręku. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Serce zaczęło walić jak szalone. Pani doktor kiwnęła głową i z wielkim uśmiechem powiedziała ,, jesteśmy w ciąży " Patrzyłam na bladą kreskę, która uwidaczniała się  intensywnością z każdym mym oddechem i biciem serca. Przytuliłam się do niej jak mala dziewczynka, która potrzebuje  potwierdzenia i wparcia. 
Potem radość mężusia, e-mail do Profesora, SMS do Lami i info do Was :)

I taki o to prezent otrzymał mężuś od życia :)




22 komentarze:

  1. i znowu się poryczałam.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. :DDDDDD
    jutro ciag dalszy wzruszen!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. jak to się cudnie czyta....
    tulę leciutko:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet najpyszniejszy tort by go nie pobił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie da się tej chwili żadną inną słodkością przebić :)

      Usuń
  5. No i z samego rana łzy wzruszenia
    Trzymajcie się cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  6. to chyba najfajniejszy prezent dostał i jak Karla napisała najpyszniejszy tort by go nie pobił :::*

    OdpowiedzUsuń
  7. no takiego prezentu to nic nie przebije:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. od kilku godzin czytam i czytam ...na tym wpisie nie wytrzymałam -poryczałąm sie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest dobrze, uczucia są potrzebne, szczególnie te, które wyzwalają :)

      tulamy

      Usuń