07.03.2014

( 429 ) z 3.3.2014



Czekałam z niecierpliwością na spotkanie z profesorem, na usłyszenie, że z naszymi Blastusiami wszystko jest ok. Niestety :( trójka z piątki dalej  się nie podzieliła. Bardzo mnie to przy - mroczyło. Żal ścisnął gardło i zamknął uczucie bezpieczeństwa.
Na powyższym zdjęciu widać część gabinetu z drzwiami z okienkiem za którymi znajdowały się nasze dwa maleństwa. Kiedy to sobie uświadomiłam serce zaczęło walić z całych sił. Profesor wytłumaczył mi na czym polegać będzie transfer i opowiedział mi o maluszkach, z których ( jako specjalista )  był bardzo zadowolony. Profesor był tak miły, że pokazał mi nasze szczęścia na ekranie. 
Zobaczyłam dwie ,, pyzate " ( podkradłam z Waszych wpisów ;) ) kuleczki, w których widać było podzielone komóreczki. W jednej - nasze maleństwo było wypośrodkowane. W drugim bardziej z boczku -  przy ściance   :) Zachwyt i duma przeogromna.
Transfer przebiegł bez jakichkolwiek komplikacji. Żadnego bólu, żadnej dodatkowej narkozy, żadnych dodatkowych leków rozkurczowych. Profesor oznajmił mi, że wszystko co było możliwe zostało przez nas zrobione. ,,Teraz wszystko w rękach natury, teraz trzeba tylko czekać. Najwcześniej za 10 dni test, który miejmy nadzieję będzie dla nas wszystkich radością.  "