23.12.2014

( 492 ) Natchniona z ziemniorego posta Rybenki




Będąc dzieckiem - na wigilijnym stole i czasie przedświątecznym 4 tygodniowym - nie było u nas tłustych indorów, kaczek, mięs  itp. Bardzo tradycyjnie i postnie dopieszczała babcia z mamą czas świątecznych chwil. Mogłam pomagać w przyrządzaniu potraw, ubieraniu choinki i ratowaniu pływającego w wannie  karpia, którego miał zamiar ubić dziadziuś na wigilijny stół. Oj jak ja wierzyłam wtedy w czystość Kościoła, jego pracowników i tej całej ceremonii, o którą dbała moja babcia.Tak trwało, aż do dnia gdy wysłana zostałam z religijnej klasy do domu parafialnego księży. I co zastały tam w czasie ścisłego postu, moje dziecięce oczy? Zastawione stoły pełne mięsideł z różnych zwierzaków, w kolorowych papierkach - słodycze, na paterach - ciasta, torty, wina w kielichach rozstawionych na wykrochmalonych serwetach. Rozszerzyłam ślepia i moją dziecięcą gębinę. I nie rozumiałam już nic. 
Zagubiłam się w tych ich przepychach. A był to czas gdy w sklepach naprawdę można było dostać tylko NIC lub NIEMA. 
I tak z tym dniem główka ma zaczęła pracować. Obraz uśmiechniętych w przepych księży, wrył się w moją wiarę - ich bożego słowa.