12.07.2015

( 534 )


Goście się zjechali. 
Nasze odświętnie ubrane Bliźniaki ,, wariowały" już
 pod Kościołem - niecierpliwe i gotowe do spania. 
Ksiądz otworzył bramy z niewielkim opóźnieniem. 
Kto mógł usiadł już w ławkach przy chrzcielnicy
Tylko My - Rodzice i Chrzestni 
pozostaliśmy przy wejściu.
 Trzymałam Ragner na rękach.
 Kira obserwowała nas z ramion tatusia.
 Cisza, oczekiwanie gości i pisk naszych maluchów
 uderzały w siebie pięknem chwili. 
Wydawałoby się, że tego spokoju nie można niczym zakłócić. 
Chciało się tak trwać w tym przemiłym oczekiwaniu i napięciu. 
A jednak. 
Jedna z chrzestnych szepnęła mi na uchu
 - chyba się na nodze zadrapałaś. 
Spojrzałam w dół i przerażenie ogarnęło mnie całkowicie. 
Po nogach ciekła krew, która oznaczała tylko jedno.
 Znów dostałam krwotok
Już  nie plamię 
tylko bardzo mocno krwawię. 
I co teraz??? 
Myśli paniczne zaprzątały moją głowę. 
Czułam jak ze mnie bucha,
 czułam stróżki krwi , które spływały intensywnie po moich udach.
 Z trudnością powstrzymałam łzy. 
To był chrzest naszych dzieci,
 a mi groził szpital. 
Odnalazłam wzrokiem męża.
 Uchwycił moje spojrzenie. 
Zauważyłam Jego przestraszenia i ogromna troskę.
 Przejął ode mnie synka, a ja krokiem udanego spokoju
pomaszerowałam w stronę kościelnej toalety. 
To co zobaczyłam
wywołało u mnie rozżalenie.
Wszystko we krwi.
Zaczęłam ryczeć,
Nie mogłam powstrzymać już emocji, które się we mnie zbierały.
Co robić???
Jak nałożyć uśmiech na gębę, kiedy  nic nie wychodzi.
Spojrzałam jeszcze raz na siebie,
Ja, rozżalona, zapłakana, we krwi w kościelnej toalecie.
A przecież to tak nie miało być. 
To chrzest naszych dzieci. 
To uwiecznienie, 
które będą pamiętać z opowiadań.
Szybko zebrałam swe myśli. 
Hmm
Co robić??? 
I nagle
Eureka
 Odkryłam w torbie pampersy maluchów.
Ogarnęłam się wewnętrznie, 
posprzątałam 
uprałam
podmalowałam
Wyszłam z myślą, że pampers pewno nie przecieknie 
Teraz to tylko nie zemdleć, nie upaść

***

Wszyscy już stali przed chrzcielnicą.
Ceremonia trwała.
Nikt nie zauważył problemu, z którym się zmierzałam. 
Były śpiewy, obietnice, organy i piękne słowa.
Chrzest i piękny wieczór wbił się naszym gościom w serca.  
Ja otoczona miłością i troską męża
przetrwałam z uśmiechem na twarzy do końca. 

mężuś z synkiem i duchownym
chrzestna z córeczką i duchownym
 

 
CDN...

14 komentarzy:

  1. Moja ty najdzielniejsza mamo na świecie!
    Dla dzieci naprawdę zrobisz wszystko! !
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. inspirująca... chyba ;) tak myślę, że jestem jak wszystkie matki świata :D

      Usuń
  2. tulam, buziam i myślę o Tobie :*
    jesteś BOHATERKĄ !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do bohatera to mi daleko, choć kiedyś ktoś mnie nawet do konkursu zgłosił ;)
      cmoki smoki Izulko :)

      Usuń
  3. Przytulam :**
    Jesteś bardzo dzielna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Normalnie jakie pomysły! Zrobią w takim razie! I wszystkich błogosławieństw dla maluchów !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) życie i sytuacje uczą pomysłowości i rozwiązań :) Trza się tylko nie poddać i zerknąć pod tym innym kątem ;) Dziękuję Futrzaczku :)

      Usuń
  5. Carpe, jesteś WIELKA!
    :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Carpe - myślałam ostatnio dużo o Tobie. martwię się.
    kiedy zabieg?
    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troc-he się namieszało z tym moim zabiegiem. Właśnie dziś odmówiłam jego termin. Coś mnie wewnętrznie męczyło :(
      a ja swoich instynktów słucham. Czterech lekarzy i każdy mówi co innego :( Operować się dam tylko zaufanemu. Już więcej nikt mnie nie potnie bez mojego pozytywnego odczucia.

      Nie smutaj się Rudasku. Mam PLAN ;)

      buziolki

      Usuń
    2. Podoba mi się, co napisałaś. Ty znasz siebie i swoje ciało najlepiej, a lekarzowi trzeba ufać. Trzymam kciuki, aby PLAN się powiódł :*

      Usuń
  7. Oo ja też jestem za! Tylko nie zwlekaj zbyt długo. Sprawa wygląda poważnie. Martwię się. Przesyłam buziaki.

    OdpowiedzUsuń