07.08.2015

( 541 )


 
Krótko przed snem, mężuś  gilgotał i wytarzał się z maluchami. Chichoty, piski i radosne buuu :)huczały po wszystkich piętrach domu. Miło było słuchać i patrzeć na tych rozbawionych i zafascynowanych tatą ludzików. Aż było szkoda te wygłupy przerywać.Nadszedł czas spania. Po nakarmieniu położyliśmy je w ich własnych łóżeczkach. Jednak o spaniu nie było mowy. Najpierw Ragner domagał się dalszych pieszczot. Wzięłam go na nasze łoże ;) poklepałam, podrapałam, pogłaskałam - a tu chichiii. Nagle Kira zaanimowana śmiechem brata przypomniała  płaczem o swoich prawach. To i ją wzięłam na nasze materace z nadzieją, że zaraz usną a ja będę mogła rzucić się w wir pracy,której odłożyć już nie szło. O wyciszeniu nie było mowy. 
Jak zaczęły tarzać się, przewracać się z plecków na brzuch i odwrotnie, uderzać stopkami o materace wydając swoje głośne okrzyki, piski i radosne śmiechy. Łapałam to jednego to drugiego,próbując je jakoś uspokoić. Niestety. Były szybkie i tak rozkoszne,że  mnie potem zalało.
A One o spaniu nawet nie myślały i dalej wariowały. 

Ojjjj biedna :) - ja - matka  lat 40 z malutkim hakiem