18.12.2015

( 575 ) Co za tydzień

A ON - zaczął się niewinnie. 
Do codziennych czynności doszło szczepienie.
 Dzień  później - katar, kaszel.
 Następnego dnia to już był koncert z efektami specjalnymi.
 Zarażeni od Bliźniaków 
walczyliśmy nie tylko z wielkimi gilami, smarkowymi aaaaapsikami, 
ale także z pawiami.
  Nie nadążałam prać kocyków, piżamek, kołderek...
Dobrze, że miałam co wymieniać,
 gdyż pralka chodziła bez większego odpoczynku.
 Na szczęście Bliźniaki piły i jadły.
 Nie odwodniły się a to najważniejsze.
W środku tygodnia siadło nam ogrzewanie.
 Nowy piec kosztowałby nas ok 12000 bez robocizny. 
O naprawie już nie było mowy. 
Dobrze, że mamy dwa piece.
 Jeden ogrzewa górną część domu,
 a ten zepsuty ogrzewał dół.
  Mężuś wymyślił, że obejdzie się bez kupna nowego pieca.
 Musi tylko zainstalować rurki z zepsutego do zdrowego systemu.
 I tak nastąpiła akcja.
 Teść spuścił wodę z wszystkich obiegów.
 Mężuś pootwierał sufity i ściany by móc systemy polutować.
 Zimno, budowlano - brudno, nie świątecznie.
 Zasmarkani z gorączką uporaliśmy się z problemem.
W nocy Teść wylądował w szpitalu. 
Grypa zaatakowała Go jeszcze intensywniej.
Wczoraj polała się krew.
 Kiedy piekłam Gofry na kolacje 
usłyszałam wrzask Kiry.
 Biegnę do pokoju obok 
a tam nasza dziewczynka zachlapana krwią, 
która ciekła z Jej czółka.
 Ogarnęłam bez nieokazywania paniki - sytuację,
 gdzie Kirunia otrzymała piękny plaster.
 Ma się rozumieć, że to była oznaka pierwszoligowego zdobywcy.



Dziś dopiero południe.
 A my walczymy z za twardymi kupkami. 
Klienci wydzwaniają z zapytaniem ,, - czy zdąży pani to zrobić do świąt???
 Robota się nie klei.
 Nic nie pachnie na ciastka, bigosy, pierniki. 
Nie umyte okna, nie dopieszczony domek
No i co z tego.
Przecież są ONE :)
 Te nasze :)
 wymarzone, wywalczone, ukochane