13.03.2017

( 696 ) Nasze ,,Wszystko jest możliwe."

 
W okół Nas jest życie i siła, która wspomaga nabrać energii i mocy.
Jest piękno, radość i szczęście, ale jest także smutek, ból i cierpienie. 
Nie każdy potrafi być sobą a nawet z samym sobą. 
Bo wtedy ten ból, ten smutek jest tak potężny, że nawet ta w okół nas siła, staje się taka maleńka. 
Tak nauczeni, kroczymy dalej,by na końcu naszej drogi schować się w pustkę nie czucia już niczego. 
Kiedy nasze starania o Dzidziusia kończyły się niepowodzeniem, odczuwałam ból i strach, który spychał mnie w rozpacz.
Jaka ja wtedy byłam samotna. Jacy byliśmy obolali. I nikt nie mógł naszego bólu zrozumieć, odczuć...
No bo kto??? No bo jak???
Pomagając innym, zlepiałam moją duszę do kupy by funkcjonować i efektywnie pomagać. 
Rozdarta, cierpiąca udowadniałam światu, że wiele można, że trzeba. 
Mówiono o mnie ,,Jej miłość do ludzi ma nieskończoną głębokość. Wydaje się kochać wszystkich." 
Tak, kochałam i kocham ludzi, ale zapomniałam kochać siebie. 
Po stracie PIERWORODNEGO nikt z tych Mądrych nie wiedział dlaczego nie mogłam mieć dzieci. 
Choć serce bardzo czuło i pragnęło to nam nie wychodziło.
Jedno In Vitro, drugie...załamanie. Wsparcie męża. Powstanie. Pomagałam, pracowałam, walczyłam. 
I następne podejście i 9ty dzień i nadzieja. Niestety... krwotok, ból, łzy, 
telefon ,, - Ratuj, Nasza córka umiera."
Nasze jeszcze świata nie ujrzało, ich musiało już ze świata odejść. 
Choć pomogłam to te połączenie w śmierci przygniotło mnie i do przemyśleń zmusiło.
Kiedy zaczęłam pisać Bloga, nikt tu nie zaglądał, nie wspomagał, może nawet go nie czytał. 
Walczyłam nadal o nasze szczęście. I pisałam. 
Potem zaczęły się sporadyczne wejścia, ocieranie moich łez i pomoc w słowach, które podnosiły teraz mnie w tych ciężkich dla nas momentach. I tutaj zaczęłam pomagać innym, już inaczej bo słowem, doświadczeniem, czuciem, przeżyciem. Odnajdywałam drogę, wskazywałam drogę,dostawałam wsparcie, wysyłałam Moc. By nadal walczono, wierzono, Bo Życie jest najwyższym dobrem, jest cudem.
 
*
,,Co u nas ? Życie do poprawki, życie od początku. Nie możemy i nigdy nie pogodzimy się z odejściem naszej ukochanej córeczki.
Teraz jesteśmy w 4 miesiącu ciąży. Udało się. Pragniemy tego dzieciątka, jak niczego na tym świecie, abyśmy mieli kogo kochać, abyśmy mieli komu opowiadać o M, aby ktoś po nas został.
Odezwiemy się.
Pozdrawiamy
K i A

,, Kiedy M wiedziała już, że nie ma dla Niej ratunku, powiedziała K "zróbcie wszystko, aby w naszym domu były jeszcze dzieci". Carpe, robiliśmy co było w naszej mocy. Ja dzisiaj mam 45, a K 43 lata. Były wizyty u lekarzy w Polsce, w Niemczech - w Hamburgu, potem Czechy - Karlove Vary i Brno. W końcu udało się in vitro w Brnie. Dokładnie 24 grudnia Test potwierdził, że K jest w ciąży. Znamienna data, bowiem dokładnie 24 grudnia ( w dzień Wigilii Bożego Narodzenia) 2010 dowiedzieliśmy się o chorobie naszej M. Dzisiaj mamy śliczną córkę, która przyszła na świat 19 lipca . Widzimy w Niej cały świat i widzimy w Niej cząstkę M. Dzięki Niej żyjemy. "

Jak bardzo ta wiadomość mnie uradowała, a zarazem dostarczyła bólu, smutku i zazdrości.
Nasze dzieci umierały w tym samym czasie. U nich Moc Anioła, a u mnie.??? 
Co ja wtedy czułam w mym sercu, a co w mojej głowie.
Strach, ból, żal to narkotyczna żółć chwili, której brać jako doping nie chciałam.
Za tą zazdrość przepraszam wszystkich sercem.

Ktoś kiedyś powiedział ,, Jeśli wydarza się "coś", to nie po to, żeby nas zniszczyć, lecz po to, żeby nas zmienić. "
Tak, coś mądrego w tym jest.
 *
,,Bardzo pomaga świadomość tego, że jest ktoś kto ma chęć poruszyć góry, byle tylko cokolwiek pomóc.
Carpe w bardzo delikatny sposób była z nami i dawała wsparcie. Nigdy nie jest za późno, bo nadzieja nigdy nie umiera - i Carpe wie to najlepiej.
Dziękuję za bycie obok w trudnych momentach i za uszanowanie walki i życia. "
 * 
,,Na naszej drodze znalazła się Carpe, która tknęła w nas siłę do walki, nadzieję którą mieliśmy do samego końca. Nam się nie udało niestety wygrać tą bitwę, ale są ludzie którzy dzięki szybkiej pomocy takich osób jak Ona wygrali tą okropna walkę. Jedno wiem na pewno, w takich chwilach potrzebne jest wsparcie, potrzebni są ludzie którzy widzą to choćby małe światełko i umieją swoim doświadczeniem, zaangażowaniem wesprzeć i co jest chyba najważniejsze nie poddają się i nie rozkładają rąk z bezsilności tylko walczą , walczą do końca.
Dziękuję za całkowicie bezinteresowna pomoc , wsparcie, zaangażowanie i za to że nie pozwoliłaś nam się poddać . Dziękuję.
W naszych sercach zostały tylko zgliszcza. Mam nadzieję, że inni będą mieli więcej szczęścia."
*
,, Dziękuje za każdą udzieloną pomoc...bez której może moje życie wyglądało by całkiem źle a nawet straszne....To dzięki pomocy miałam siłę by walczyć i nie poddać się w swoich przekonaniach i racjach. Kolejny raz pokazałaś i udowodniłaś że wiara czyni cuda....Dziękuje za to,że jesteś...że istniejesz,że walczysz i że nie poddajesz się...Serdecznie za To wszystko Dziękuję i chylę czoło."

*
,,Dzięki Tobie nasza córeczka ma dziś 21 miesięcy i żyje jak każde inne dzieciątko w tym wieku."

I znów łzy szczęścia w mych oczach :)

" Witaj Carpe :)

Mam nadzieje, ze u Was już może po trochu wiosnę wiatr przynosi.. :)

Długo się nie odzywałam, ale to głownie dlatego, ze bardzo długo byłam w dołku i był taki moment, ze zastanawiałam, się, czy w ogóle kolejny raz podejdziemy do IVF. 40 urodziny praktycznie przepłakałam.. Później okazało się, ze ubezpieczenie w dużym stopniu zostało wyczerpane, i była szansa, ze będziemy musieli dołożyć do cyklu ze swoich środków ok. $5000. Jest to suma, którą jesteśmy w stanie pokryć kartami, ale nie są to małe pieniądze.. Moj lekarz prowadzący nie chciał zmienić nic w cyklu i bałam się, ze to nas skarze na podobne rezultaty, jak ostatnim razem. Wiec kiedy jednak podeszliśmy do kolejnej próby w styczniu, po punkcji, w której uzyskaliśmy ponownie dużą liczbę komórek, ale tylko 2 się zapłodniły, a aż 8 okazało się być niedojrzałymi, miałam ochotę usiąść i płakać.. cykl bardzo dal mi w kość, fizycznie i psychicznie i czułam, ze już kolejny raz nie dam rady. Byłam ogromnie sfrustrowana tym, ze cały ten wysiłek, ryzykowanie własnym zdrowiem, potrafi być tak zmarnotrawiony przedwczesna punkcja..

Z 8 niedojrzałych udało się zapłodnić kolejne 5, ale po 5 dniach mieliśmy jedna blastocystę (z dwóch zapłodnionych na początku) i tylko jedna kompaktujaca morule (z tych dłużej dojrzewających). Nie było szansy na testy genetyczne. Przyjęłam oba zarodki. I żeby nie zwariować, starałam się w ogóle nie myśleć o tym, co będzie.

Beta okazała się pozytywna i ładnie rosła.. a wczoraj mieliśmy pierwsze prenatalne usg. Jesteśmy w 7 tygodniu ciąży. Maleństwo rośnie, serduszko tak pięknie bije.. popłakałam się na leżance. Ten cud trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby wiedzieć, co to tak naprawdę znaczy. Jak ważne jest to życie. Jak magiczne, jak cudowne. Najważniejsze i najpiękniejsze z rzeczy, które mogą się człowiekowi w życiu przytrafić. :)

Bardzo długa droga przed nami. Do 10 tygodnia (kolejne usg), do 12, potem do 24, 30+.. codziennie modle się o błogosławieństwo dla maleństwa. Żyje z dnia na dzień, nie śmie nic planować. Boje się zapeszyć.

Jednocześnie staram się czytać sporo o tym, co mogę jeść, czego nie.
Czy tobie lekarze pozwolili pic w ciąży herbaty (zielona, czerwona) oraz zioła (jedynie mięta i rumianek)? Mnie pielęgniarka powiedziała, żeby pic jednak umiarkowanie, a ja właściwie tylko herbatę pije i trudno jest mi się ograniczyć..

Dzień za dniem.. tydzień za tygodniem. Powtarzam sobie, ze po prostu muszę ufać i mieć nadzieje. Nic więcej nie jestem w stanie zrobić.

Kochana Carpe, chciałam Ci tez bardzo podziękować za Twoje wsparcie od początku. Bardzo mi było ono potrzebne. Pamiętaj zawsze, to dobro, które rozdajesz, wraca do Ciebie. Wierze w to. :)

Pozdrawiam Twoje kochane bliźniaki. Naprawdę fajnie się ogląda Wasze zdjęcia, widać, ze dzieciaki maja dokładnie takie dzieciństwo, jakie powinny mieć. Tylko one rosną tak szybko! :)

I baaardzo mi się Twoje warkocze podobają. :) "


Czasem trzeba być chwilowo samotnym by przejrzeć na oczy, by uszanować samego siebie, by zrozumieć i pokochać działanie, które poprowadzi nas do szczęścia. Na początku życia są narodziny a na jej końcu trumna przy której stoją dzieci, wnuki, prawnuki. Każdy z nas powinien spoglądać na nie z góry - Oddychając Miłością. Dlatego Błagam Was Walczcie z Wiara i Nadzieją o to swoje szczęście do samego końca. Takie jest życie. W dużym stopniu. silnie jak drzewo, a po wielu latach swojego wzrostu i siły kruszeje. Jednak nasze dzieci są wielką miłością otwierającą horyzonty zasadzając nasze ,,Wszystko jest możliwe."